Rz: Czytał pan nowy projekt ustawy o sieci szpitali?

Marcin Pakulski: Dobrze to pani ujęła. To nowy projekt wprowadzający zapisy, które wcześniej ujęte były w rozporządzeniach do ustawy, np. o oddziałach, które kwalifikują do poszczególnych poziomów sieci. Domyślam się, z czego to wynika. Rządowe Centrum Legislacji zarzuciło Ministerstwu Zdrowia, że ustawa ma charakter blankietowy, bo zawiera ogólne sformułowania zakończone zdaniem, że do konkretów ustawodawca odniesie się w rozporządzeniu. Tyle że większość uwag zgłoszonych podczas konsultacji społecznych resort odrzucił jako bezzasadne, bo dotyczyły nie ustawy, lecz właśnie rozporządzenia.

I teraz te niezaopiniowane zapisy wpisał do ustawy.

Którą Komitet Stały Rady Ministrów rozpatrzy w tym tygodniu jako projekt po konsultacjach publicznych. To co najmniej nieuczciwe wobec strony społecznej. Najbardziej kuriozalne jest to, że ministerstwo samo się przyznaje, że wprowadziło zapisy nieopiniowane a priori. Ale to niejedyna wada tego projektu.

Co jeszcze się nie zgadza?

Ustawa zawiera szereg niejasności oraz niesprecyzowanych definicji. Do art. 95m dodano ustęp 7 mówiący, że w szczególnych warunkach można do sieci wpisać podmiot, który spełnia warunki w zakresie jednego profilu. Po czym w ust. 8 czytamy, że kwalifikacja do sieci na zasadzie ust. 7 następuje przy spełnieniu jednego z warunków, tj. wartości świadczeń udzielanych w danym profilu czy zabezpieczenia dostępu do świadczeń na danym terenie. Tyle że nigdzie nie napisano, o jaką chodzi wartość i o jaki teren.

Tekst jest tak chaotyczny i skomplikowany, że przestaję rozumieć ideę sieci w tym kształcie. Zrozumiałbym, gdyby gwarancję finansowania z budżetu państwa otrzymały tylko placówki udzielające świadczeń ratujących życie.

Resort twierdzi, że chce zapewnić obywatelom dostęp do podstawowego zabezpieczenia szpitalnego.

Twierdzi też nadal, że chodzi o racjonalizację wydatków i eliminację podmiotów niepotrzebnych. Tyle że po poprawkach do sieci wejdą praktycznie wszystkie podmioty publiczne, również malutkie szpitaliki z jednym oddziałem, bez zaplecza specjalistycznego, których funkcjonowanie było uzasadnione względami historycznymi.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

Można sobie dać spokój z rozpisywaniem kryteriów i profili i napisać: „Do sieci wchodzi jakikolwiek szpital mający dowolny kontrakt na dowolny profil oraz na izbę przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy (SOR)". To od razu wyklucza szpitale prywatne, które w większości nie miały kontraktu na izbę przyjęć lub SOR, bo działały jako placówki jednodniowe albo planowe, gdzie z zasady nie kontraktowano izby przyjęć.

Resort twierdzi jednak, szpitale prywatne nie zostaną całkowicie odsunięte od pieniędzy publicznych. Mogą stanąć do konkursu o 9 proc. budżetu NFZ.

Po liberalizacji kryteriów włączania do sieci z 9 proc. budżetu zrobi się jeden. Możemy spokojnie założyć, że placówki, które zyskały na zmianach w projekcie, pochłoną kolejne 8 proc. i podmioty przystępujące do konkursu będą walczyć o 1 proc. budżetu. Realnie zabraknie pieniędzy na konkursy dla placówek, które nie wejdą do sieci.

Czy to znaczy, że NFZ będzie miał mniej pracy niż dotychczas? Ryczałtu nie będzie trzeba przecież rozliczać jak pojedynczych świadczeń?

Wprost przeciwnie. W uwagach do projektu NFZ napisał, że nie jest przygotowany, by obsłużyć informatycznie umowy ryczałtowe. To sprawia, że instytucja, która odpowiada za prawidłowość rozliczania świadczeń i realizacji umów, po wejściu sieci utraci nad nimi kontrolę. Przez to resort, płacąc z góry za świadczenia, nie będzie miał możliwości na bieżąco kontrolować i korygować efektywność funkcjonowania systemu.

Ministerstwo przekonuje, że system ryczałtowy sprawdza się na świecie, np. w Wielkiej Brytanii.

Zupełnie pomijając doniesienia o możliwości bankructwie tamtejszego NHS (National Health Service). Brytyjczycy przekonują się właśnie, że system stworzony w latach 40. XX w. przez Williama Beveridge'a po prostu się nie sprawdza. W dzisiejszym świecie najlepiej funkcjonują systemy mieszane – budżetowo-ubezpieczeniowe.

—rozmawiała Karolina Kowalska