[b]Rz: Niedawno napisał pan, że „Lech Kaczyński jest już półżywy”. Przestał go pan atakować, a zabrał się do Grzegorza Schetyny. To frajda „ukatrupić” kogoś takiego?[/b]
[b]Janusz Palikot, wiceszef Klubu PO:[/b] Nie o to chodzi. Prezydent Lech Kaczyński ma teraz bardzo trudną sytuację osobistą ze względu na chorobę matki. W najmniejszym stopniu nie chcę tego pomniejszać. Atakowanie teraz byłoby niegodne, a i nieskuteczne, bo przysporzyłoby mu tylko sympatii.
Natomiast politycznie rzeczywiście jest on w sytuacji trwałego uszkodzenia fundamentów swojej obecności w polityce. Ponad 60 proc. społeczeństwa źle go odbiera.
[b]Ale ja pytam o Schetynę.[/b]
Nie ma co udawać – jest ostra rywalizacja między nami o pozycję i wpływy w PO. To się ciągnie od wielu miesięcy. To przecież on domagał się kar za moją aktywność w czasie prawyborów. Zapowiadał usunięcie mnie z partii. Cały czas mam nadzieję, że ta rywalizacja nie przekształci się w sytuację destrukcyjną dla partii czy działania na szkodę konkretnych ludzi.
[b]Chyba w to się przekształca.[/b]
O to mam do Schetyny pretensję. Wiele wskazuje na to, że konflikt, który wybuchł w lubelskiej PO, wywołał właśnie on. Cieszyłbym się, gdyby w wyniku demokratycznej procedury pojawił się inny kandydat (na szefa regionu partii – red.), który ma zastrzeżenia do mojej działalności i przedstawi inną koncepcję rozwoju partii. Ale tego nie słychać od posłów i posłanek, którzy mnie krytykują.
[b]Zarzuca pan w swoim oświadczeniu, że opozycyjni wobec pana posłowie są inspirowani z zewnątrz.[/b]
Wiele osób z Lubelszczyzny mówiło mi, że były nagabywane, miały propozycje przyjazdu do Warszawy na spotkanie ze Schetyną. Posłowie Magdalena Gąsior-Marek, Włodzimierz Karpiński, Grzegorz Raniewicz powoływali się na Schetynę. Oczywiście teraz wszyscy mogą się wyprzeć i powiedzieć, że tak nie było.
[b]Schetyna przerzucił wojnę na pana teren?[/b]
Zachęcałbym raczej, by to nie przechodziło na poziom zaproponowany przez Schetynę, czyli wojny podjazdowej. Jeżeli ktoś z nas ma wygrać rywalizację, niech pokaże, co ma do powiedzenia.
Czy widział pan kiedyś ważne wystąpienie Schetyny? Zna pan jakiś tekst, książkę czy myśl Schetyny, istotną w budowaniu tożsamości PO, ważną dla polskiej polityki, która byłaby komentowana? Nie ma czegoś takiego.
[b]Ma inne umiejętności.[/b]
Chętnie bym się dowiedział jakie.
[b]Jest dobrym organizatorem.[/b]
Nie podzielam tej opinii. Prace klubu parlamentarnego są źle zorganizowane. A frekwencja w prawyborach, za którą był odpowiedzialny, była na poziomie tragicznym.
[b]W pana regionie gorsza niż w jego.[/b]
Trzeba popatrzeć, z jakiego poziomu startowały regiony. Dolny Śląsk zawsze w czołówce poparcia dla PO. A my na Lubelszczyźnie startowaliśmy niemal z samego dna. W wyniku mojej ciężkiej pracy liczba członków wzrosła z tysiąca do 3 tysięcy. U siebie widzę progres, na Dolnym Śląsku regres.
Pamiętajmy też, że prawybory były akcją krajową, za którą odpowiadał Schetyna. Jeżeli w takiej akcji nie udało się zachęcić ludzi do udziału w prawyborach, to nie z winy szefów regionów. Każdy z nas ciężko pracował przy prawyborach. Ja miałem 100 spotkań. W ciągu miesiąca nie da się nadrobić zaległości z wielu lat niepracowania. Zbankrutował mit lansowany przez Schetynę, mit dobrego zorganizowania partii.
[b]Nie chce pan, by Schetyna nadal był sekretarzem generalnym PO?[/b]
On się do tego nie nadaje. Jeżeli dalej nim będzie, nadal będziemy pospolitym ruszeniem, a nie dobrze zorganizowaną formacją, która ma jednoznaczne procedury i jasne ścieżki awansu. Jeśli nadal chcemy funkcjonować w taki amatorski sposób, to Schetyna jest do tego dobry.
[b]Pan przedstawia się jako ofiara w tym sporze. [/b]
Już od wielu miesięcy były bardzo ostre wypowiedzi Schetyny pod moim adresem. On zaczął walkę, a ja podjąłem rękawicę. Pokazałem, wbrew rozpowszechnionemu mitowi, że każdy, kto wypowie się krytycznie na jego temat, od razu wylatuje z partii, że kończy się legenda „Grzegorz No Mercy Schetyna”. Ludzie zobaczyli, że można mieć wobec niego uwagi i zastrzeżenia.
[b]W sporze na Lubelszczyźnie ustawił się pan wygodnie – jako „zwolennik Tuska” przeciw „zwolennikom Schetyny”.[/b]
Nie chciałbym, by Tusk mi udzielił poparcia. To żadna satysfakcja, bo z poparciem Tuska każdy wygra. Ale np. był niedawno artykuł w „Rz” o ludziach, którzy grupują się wokół Schetyny. To ja w takim kontekście będę popierał Tuska na kongresie PO w maju.
[b]Są obozy Tuska i Schetyny?[/b]
Mam wyraźne poczucie, że Schetyna montuje swój zespół. To akcja raczej z jego strony. Tusk co najwyżej się przygląda. Schetyna próbuje zmontować popierających go ludzi w każdym regionie, by z tym przystąpić do jakichś negocjacji z szefem partii. Oczywiście wszyscy temu zaprzeczą, gdy pan o to zapyta.
[b]Jakieś dowody?[/b]
Np. walka w Wielkopolsce z Waldym Dzikowskim czy na Lubelszczyźnie ze mną.
[b]Rafał Grupiński niedawno powiedział w „Rz”, że takimi wypowiedziami próbuje pan poróżnić Tuska ze Schetyną.[/b]
Nie. Proszę pomyśleć, co czuje taki człowiek jak Schetyna, gdy z dnia na dzień przestaje pełnić funkcje wicepremiera i szefa MSWiA. To musi powodować chęć kontrreakcji. Myślę, że on nie pój- dzie na otwartą wojnę. Ta demonstracja ma tylko umocnić jego pozycję i dać mu stanowisko sekretarza generalnego. Ale jeśli przegra, to nie znaczy, że będzie wychodził z PO czy ją dzielił. Nie ma na to szans. Nie ma PO bez Donalda Tuska.
[i]-rozmawiał Piotr Gursztyn[/i]