Toczący już piąty rok z rzędu wojnę z Ukrainą Władimir Putin ogłosił rozejm wielkanocny, do którego błyskawicznie dołączyły też władze w Kijowie. Dzięki temu prawosławni chrześcijanie nad Dnieprem zyskali (od godz. 16 w sobotę 11 kwietnia do końca niedzieli 12 kwietnia) półtorej doby spokojnego nieba, wolnego od dronów i rakiet balistycznych. Kreml zaś zyskał czas na oszacowanie strat, jakie ponosi obecnie rosyjska gospodarka z powodu ukraińskich ataków dronowych na infrastrukturę naftową oraz potencjalnego otwarcia cieśniny Ormuz.
Rozejm na Wielkanoc czy wymuszona pauza Kremla?
Ukraina najwyraźniej postanowiła siłą zmusić Putina do przynajmniej tymczasowego rozejmu. W czwartek drony zaatakowały przepompownię naftową w Kraju Krasnodarskim. Wcześniej trafiły w terminal naftowy w Noworosyjsku, największy tego typu obiekt infrastruktury naftowej nad Morzem Czarnym, przez który Rosja dziennie pompowała 700 tys. baryłek ropy. Na początku kwietnia ukraińskie drony uszkodziły bałtyckie porty Ust-Ługa i Primorsk, dwukrotnie skurczając rosyjski eksport ropy naftowej przez Bałtyk. Lista uszkodzonych ukraińskimi atakami obiektów infrastruktury przemysłu naftowego w Rosji jest długa. Ukraińska redakcja „Forbesa” oszacowała, że z tego powodu Rosja tygodniowo traci miliard dol. i sytuacja ta codziennie się zmienia na niekorzyść Kremla. A to z kolei znacząco uszczupla zyski Władimira Putina z eksportu ropy naftowej, której cenę wywindowała wojna na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny Ormuz.
Na początku tego konfliktu dyktator nawet zwołał odpowiednią naradę i nakazał przedstawicielom branży naftowej, by „nadwyżkę” pochodzącą z niespodziewanych zysków skierowano na stabilizację mocno poturbowanego wojną i sankcjami sektora bankowego. – Putin coraz rzadziej mówi, że wszystko idzie zgodnie z planem – mówił ostatnio w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Ołeksij Melnyk, ukraiński ekspert wojskowy z Centrum Razumkowa.
Czytaj więcej
Ukraina w czasie wojny w Iranie znacząco wzmocniła swoje karty - mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ukraiński oficer lotnictwa wojskowego w sta...
A plan Kremla był taki, że blokada cieśniny Ormuz pomoże załatać dziury w budżecie, z którego co czwarty rubel pochodzi z zysków z eksportu ropy. A te jeszcze na początku roku nie były imponujące. W lutym, przed atakiem USA i Izraela na Iran, rosyjską ropę sprzedawano „po kosztach” i jej cena ledwo przekraczała 40 dol. za baryłkę. Z kolei w tegorocznym budżecie rosyjskim założono cenę surowca na poziomie 59 dol. za baryłkę.
– Zamknięcie cieśniny Ormuz sprawiło, że cena rosyjskiej ropy Urals przekroczyła 120 dol. za baryłkę. To bardzo wysoka cena. Ale Rosja nie otrzyma oczekiwanych zysków, bo ataki ukraińskich dronów sprawiły, że w ciągu zaledwie tygodnia możliwości eksportowe Rosji drogą morską skurczyły się aż o 33 proc. Na razie wysoka cena rekompensuje straty spowodowane zmniejszeniem eksportu. Ale to się zmienia – mówi „Rzeczpospolitej” Michaił Krutichin, niezależny rosyjski ekspert do spraw rosyjskiego rynku energetycznego i iranista. Jak twierdzi, otwarcie cieśniny Ormuz rysuje dla Rosji „negatywny scenariusz”. Sugeruje, że ukraińskie drony biją w Rosję dotkliwiej niż sankcje nałożone na rosyjską „flotę cieni” (i tymczasowo zawieszone przez Trumpa).
– Zawieszono sankcje, które i tak nie działały. Zachodnie ograniczenia dotknęły ponad 700 tankowców wpisanych na tzw. czarną listę. Ilu z tych tankowców zatrzymały UE, Wielka Brytania czy USA? UE i Wielka Brytania zatrzymały w sumie sześć tankowców, a później wypuściły, a Stany Zjednoczone nie zatrzymały żadnego – twierdzi.
Ukraińskie drony uderzają w serce rosyjskiej gospodarki
Trwały pokój na Bliskim Wschodzie i definitywne otwarcie cieśniny Ormuz sprawiłyby, że cena rosyjskiego surowca mogłaby powrócić do poziomu sprzed kilku miesięcy. To byłaby kryzysowa sytuacja dla Rosji, biorąc pod uwagę zniszczoną infrastrukturę naftową i ograniczone możliwości eksportowe. Zwłaszcza jeżeli ataki ukraińskich dronów nie ustaną i Moskwa nie porozumie się z Kijowem w sprawie zaproponowanego przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego „rozejmu energetycznego”.
– W wyniku ukraińskich ataków rosyjskie korporacje będą musiały zmniejszyć wydobycie ropy, bo nie będą miały co zrobić z surowcem. A zmniejszenie wydobycia ropy naftowej w Rosji będzie miało skutki długotrwałe, bo szybko zwiększyć wydobycia się nie da – twierdzi Krutichin.
Wszystko wskazuje więc na to, że dzisiaj od sytuacji wokół cieśniny Ormuz zależy kondycja rosyjskiej gospodarki oraz cena, jaką Kreml będzie musiał zapłacić za kontynuację wojny w Ukrainie. Putin stanąłby przed wyborem – przynajmniej tymczasowo zawiesić broń czy sięgnąć po oszczędności Rosjan i zdecydować się na inne niepopularne kroki, o których niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówił były prorektor prestiżowej Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie, prof. Andriej Jakowlew.
Czytaj więcej
Budżet Rosji się kurczy, ale to nie oznacza, że kończą się pieniądze na wojnę – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Andriej Jakowlew, czołowy rosyjski eko...
Putinowi zależy na ratowaniu branży naftowej, ale antyukraińska propaganda w Rosji nie pozwala mu na przyjęcie propozycji Zełenskiego. W tej sytuacji być może po raz kolejny z pomocą przyjdzie do niego prezydent Donald Trump i Kreml dumnie ogłosi, że zawiesza tymczasowo broń na prośbę amerykańskiego przywódcy. Na początku lutego gospodarz Białego Domu już to robił. Wówczas na przestrzeganiu tygodniowego „rozejmu energetycznego” Moskwie zależało mniej niż milionom Ukraińców zamarzających w swoich domach, pozbawionych przez Rosjan ogrzewania, prądu i wody. Dzisiaj inicjatywa jest po stronie Kijowa.