Reklama

W śródmiejskich klubach nie będzie selekcji

Śródmiejskie kluby, które wynajmują lokal od miasta, nie będą mogły selekcjonować gości. – Jak wpadną tu kibole, to nie opanujemy sytuacji – mówią właściciele

Aktualizacja: 15.09.2010 11:24 Publikacja: 15.09.2010 11:21

Selekcja jest ponoć jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się przytrafi

Selekcja jest ponoć jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się przytrafi

Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

Zarząd warszawskiego Śródmieścia postanowił w zeszłym tygodniu, że w umowach wynajmu lokalu znajdzie się zapis: „dostęp do usług oferowanych w lokalu nie może być ograniczony na podstawie nieokreślonych, uznaniowych kryteriów wprowadzanych przez najemcę – tzw. selekcji”. Dopuszczone są jedynie sytuacje, że wejście jest tylko dla posiadaczy kart klubowych.

Burmistrz i jego zastępcy postanowili wprowadzić takie obostrzenia po skargach od osób, które bez powodu zostały zatrzymane na bramce.

– Nie wpuszczono m.in. chłopaka chorego na raka, który po chemioterapii stracił włosy – opowiada burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski. – Zatrzymano też 40-letnią kobietę, mówiąc, że „mamusiek nie wpuszczamy”.

Plotki głoszą, że problemy z wejściem mają też prominentni dzielnicowi urzędnicy, władze Śródmieścia jednak je dementują. – Nie chodzę do takich miejsc – mówi burmistrz Bartelski. – Nigdy nie miałem problemów z przejściem przez sito selekcjonerów – zapewnia wiceburmistrz Marcin Rzońca. – Bywam tam jednak bardzo rzadko, wolę puby lub kawiarnie.

[srodtytul]Kurczaki z hipermarketu[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Problemy z wejściem dzielą warszawiaków. Nadgorliwi odźwierni mają wielu przeciwników. – Nie po to idę do klubu, żeby podobać się ochroniarzom – mówi Marcin, który na portalu społecznościowym Facebook założył grupę „Nie chodzę do klubów z selekcją“. – Poza tym głupio się czuję, gdy selekcjonerzy przyglądają się nam i przebierają, jak w kurczakach w hipermarkecie. „Ten za mały, ten kaprawy, a ten za chudy“. Przecież jesteśmy ludźmi i należy nam się jakiś szacunek.

– Nie ma żadnych sensownych reguł, kto może wejść do środka, a kto nie – dodaje Dominika, która „ma więcej kart klubowych niż Bill Gates kredytowych“. – Czasem myślę, że selekcjonerzy robią wyliczankę i losują, kogo przepuścić, a kogo zatrzymać na bramce.

Jasne zasady selekcji, np. nie można wchodzić w butach sportowych, próbował wprowadzić rok temu klub Rio. Pomysł jednak upadł, klub zresztą też.

Selekcja ma jednak swoich zwolenników. – Byłem niedawno w pubie, gdzie wejść mógł każdy – opowiada Piotrek ze Śródmieścia. – Grupka blokersów za dużo wypiła, najpierw zaczęli się kłócić, a potem szarpać. Nikt im nie zwracał uwagi, bo byli znajomymi barmanki. Dzięki selekcji wiem, że w klubie mogę czuć się bezpiecznie.

Urząd miasta nie zajmował się sprawą selekcji. – Nikt nie zgłaszał do nas żadnych zarzutów – mówi miejski rzecznik konsumentów Małgorzata Rottert. – Zastanawiałam się, czy może w tym przypadku być łamane prawo, ale przecież każde miejsce publiczne ma swój regulamin, nawet parki.

Ale np. w Szczecinie miejski rzecznik uznał, że selekcja jest niezgodna z prawem, bo jest formą dyskryminacji.

Reklama
Reklama

[ramka][link=http://www.zw.com.pl/artykul/514631_Raz__dwa__trzy___do_klubu_wejdziesz_ty.html]Więcej w "Życiu Warszawy"[/link][/ramka]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama