– Nogi mam całe popuchnięte od ukąszeń – narzeka pani Maria, która w sobotę wybrała się obejrzeć fontannę nad Wisłą. Kłopot w tym, że na Podzamcze nadciągają nie tylko tłumy warszawiaków, ale i chmary meszek.

Owady skutecznie odwracają uwagę uczestników miejskich imprez od głównych atrakcji. Nie odpuszczają też w parkach i na placach zabaw. – Na fontannę znalazły się miliony, na miejskie zabawy co tydzień są setki tysięcy złotych, a na opryski to już pieniędzy zabrakło – oburza się pani Ilona, mama czteroletniego Krzysia, który po ukąszeniach meszek musi zażywać antybiotyki.

– Rodzice przyprowadzają dzieci pogryzione przez meszki i komary, ale jeśli zostaje tylko lekkie zaczerwienienie, nie ma potrzeby biegać do lekarza – uspokaja Maria Chądzyńska, lekarz pierwszego kontaktu z  przychodni przy ul. Otwockiej.

– Wystarczy posmarować ukąszenia fenistilem, robić okłady z sody lub altacetu i pić wapno, które łagodzi swędzenie. Natomiast dzieci mające alergię powinny w tym okresie profilaktycznie przyjmować leki w rodzaju zyrtecu. Przy dużym odczynie skórnym należy skontaktować się z lekarzem.

W ubiegłym roku akcję zwalczania komarów i meszek, kosztującą 180 tys. zł, przeprowadził Zarząd Oczyszczania Miasta w 11 dzielnicach.

W tym roku  żadnej dezynsekcji nie będzie.

– Wtedy sytuacja była wyjątkowa, bo po podtopieniach potworzyło się dużo bajor, a stojąca woda sprzyjała wylęganiu komarów – mówi Iwona Fryczyńska, rzeczniczka ZOM.

Ratusz zapewnia, że oprysków zaniechał nie z powodu oszczędności. – My także cierpimy z powodu meszek, ale nie mamy na razie do czynienia z plagą tych owadów – mówi Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza. – Pamiętajmy, że opryski zabijają nie tylko meszki, ale inne owady, które są pożyteczne. A środki chemiczne mogą być szkodliwe dla ptaków, a nawet ludzi.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

W innych miastach opryski odbywają się regularnie. We Włocławku już dziewiąty rok z rzędu.

– Kiedyś widok na ulicy ludzi oganiających się gałązkami nikogo nie dziwił – mówi Janusz Majerski, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego we Włocławku. – Od tamtego czasu stale monitorujemy liczbę owadów i w zależności od wyniku rozpylamy specjalny preparat z helikopterów. Co roku mamy na ten cel zarezerwowanych 150 tys. zł. Tegoroczna akcja nie będzie kosztowała więcej niż 90 tys. zł.

Czytaj także w Życiu Warszawy Online