Regulamin postępowania z inicjatywami legislacyjnymi Platformy Obywatelskiej, do którego dotarła „Rz", pokazuje, jak mało do powiedzenia w obecnej kadencji Sejmu mają parlamentarzyści PO.
Zapisana w nim zasada, że posłowie i senatorowie, którzy reprezentują klub w pracach nad rządowym projektem, nie mogą bez akceptacji rządu zgłosić żadnej poprawki, potwierdza, że parlamentarzystów sprowadzono do roli maszynki do głosowania. Regulamin przewiduje także stworzenie rejestru prac legislacyjnych nad każdym projektem, w którym trzeba wpisać autora poprawki, osobę ją zgłaszającą, a także akceptację (lub jej brak) rządu.
Regulamin obowiązuje od grudnia 2011 r. – W poprzedniej kadencji potrzebna była tylko akceptacja prezydium klubu, ale nie musiałem wypełniać formularzy ze zgodami z odpowiednich ministerstw – opowiada jeden z posłów PO.
Opozycja mówi o ubezwłasnowolnieniu posłów. – Platforma powinna ujawnić ten rejestr poprawek, zobaczylibyśmy, ile z nich zostało wziętych pod uwagę – komentuje Przemysław Wipler z PiS.
Kierownictwo Klubu PO tłumaczy, że chodzi jedynie o utrzymanie porządku. – Bywały różne kontrowersyjne poprawki. Mając rejestr, wiemy, kto bierze odpowiedzialność za daną poprawkę – podkreśla Małgorzata Kidawa-Błońska.
Część posłów PO ma jednak inne zdanie na ten temat.
– W ten sposób przewodniczący klubu Rafał Grupiński rekompensuje sobie brak autorytetu wśród posłów. Tak może obalić projekty niepokornych. Przy okazji środowisko Grzegorza Schetyny, które rządzi w prezydium klubu, próbuje zdominować resztę – mówi nam ważny polityk partii. I dodaje, że przez ostatnie pięć lat był nacisk na posłów, aby koncentrowali się na wspieraniu projektów rządowych, a nie swoich. Teraz zaś napisano to wprost.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Posłowie wszystkich klubów informują ich władze o swoich poprawkach. – W PSL nikt nie potrzebuje zgody. Wystarczy, że z projektem ustawy zapozna się prezydium klubu. Gdy byłem ministrem, czasem któryś z posłów zadzwonił do mnie po informację, ale nikt nie przychodził, aby uzyskać zgodę – mówi „Rz" Marek Sawicki, były minister rolnictwa.
Posłowie opozycji wskazują, że taki zapis w regulaminie ociera się o łamanie konstytucji, która mówi o tym, że Sejm sprawuje kontrolę nad działalnością rządu – a nie odwrotnie. Konstytucjonaliści są jednak ostrożniejsi.
– W systemie gabinetowo-parlamentarnym kontrola parlamentu nad rządem jest mocno iluzoryczna, tak jest w wielu innych krajach. Jeśli rządzący chcą być skuteczni, muszą sobie zapewnić poparcie klubu – mówi prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Jednak, jak zauważa inny konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski (UW), przymus akceptacji rządu dla poselskich poprawek osłabia pozycję parlamentarzystów i Sejmu. – Ta zasada jest nieproporcjonalna, bez powodu redukuje rolę Sejmu, ograniczając możliwości posłów korygowania rozwiązań przyjętych w projekcie rządowym. A parlamentarzyści są właśnie od tego, by spojrzeć na nie z innego punktu widzenia i wpływać na tworzenie lepszego prawa – zaznacza.