Mordowanie polskich rodzin kosami, widłami i siekierami, plądrowanie opustoszałych domów, a na koniec ich podpalenie – tak wyglądała lipcowa rekonstrukcja ataku UPA na polską wieś, którą zainscenizowano w Radymnie na Podkarpaciu. Wywołała ostre spory. Pomysł chwaliły środowiska kresowe, protestowała mniejszość ukraińska. Podzieleni w opiniach byli politycy.
Te kontrowersje mogą powrócić, bo środowiska kresowe organizują kolejne obchody rocznicy mordów na Kresach. Planowana jest też następna rekonstrukcja. W czerwcu w Wołowie na Dolnym Śląsku odtworzona ma zostać zagłada wsi Huta Pieniacka, której 28 lutego 1944 roku dokonał złożony z ochotników ukraińskich oddział SS-Galizien.
Inscenizacja w Radymnie odbyła się tydzień po 70. rocznicy „krwawej niedzieli" na Wołyniu 11 lipca 1943 roku, kiedy to Ukraińcy przypuścili atak na blisko 100 polskich miejscowości. Ta data to symbol rzezi wołyńskiej. W jej rocznicę odbyły się też obchody państwowe.
Jednak 70 lat temu w kolejnych miesiącach Ukraińcy kontynuowali czystki. I tym wydarzeniom mają być poświęcone kolejne obchody organizowane przez środowiska kresowe.
Rozpoczną się w lutym, w rocznicę zbrodni w Hucie Pieniackiej, w której śmierć mogło ponieść nawet 1,5 tys. osób. Tej samej nocy Ukraińcy zaatakowali wieś Korościatyn koło Monasterzysk. Potomkowie ocalałych z rzezi żyją w zachodniej Polsce, m.in. w Lwówku Śląskim i Borowie k. Strzelina. Tam w lutym odbędą się uroczystości rocznicowe.