Reklama

Uczniowie marabuta. Mali żebracy z Senegalu

- Marabuci kazali młodszym przynosić 300 franków, starszym, takim jak ja - 500. Kto do piątej wieczorem, kiedy musieliśmy wrócić do daary, przynosił mniej, był karany. Najczęściej bito nas kablami. Marabuta nie obchodziło, czy ktoś jest chory, żebrać musieliśmy zawsze, siedem dni w tygodniu – opowiada Aliou, który znalazł schronienie w ośrodku Perspective, prowadzonym przez Europejczyków dla byłych uczniów szkół koranicznych z Senegalu.

Daara to szkoła totalna, chłopcy tam mieszkają, uczą się na pamięć fragmentów Koranu po arabsku, którego zazwyczaj nie rozumieją. Kształtują ich prowadzący daary marabuci, którzy są jednocześnie nauczycielami, charyzmatycznymi liderami lokalnych społeczności, prowadzącymi modły w meczecie, a często i znachorami, wypisującymi recepty i podpowiadającymi, jakimi ziołami się leczyć.

W daarze Aliou na południu Senegalu było ponad stu chłopców w wieku od pięciu do kilkunastu lat, zwanych talibe, co jest przeróbką arabskiego słowa „talib", czyli uczeń, z dodanym na końcu akcentowanym „e".

Pozostało jeszcze 86% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama