Rz: Pani książka „Moi rodzice" to element walki ?o wizerunek Lecha Kaczyńskiego? Po katastrofie w Smoleńsku poprawiła ?się ocena jego prezydentury, powstało też kilka stawiających go w dobrym świetle filmów.

Marta Kaczyńska, prawnik, córka byłego prezydenta:

Wolałabym unikać sformułowań takich jak „walka". Wolę przypominać i utrwalać obraz, który Polacy zobaczyli w pierwszych dniach po śmierci rodziców. Proszę zwrócić uwagę, że oceny mojego ojca zmieniły się tylko na chwilę po 10 kwietnia 2010 r. Potem pan poseł Janusz Palikot wrócił do swojej retoryki, a i inni nie odstawali. Jestem wdzięczna autorom licznych publikacji o prezydencie, ale filmy nie były pokazywane w najpopularniejszych mediach.

„Prezydent" Joanny Lichockiej miał premierę w TVP.

Rzeczywiście, po jakimś czasie. Ale nurt nazywany prawicowym ma wciąż trochę słabszą siłę oddziaływania niż tzw. mainstream.

W książce wspomina pani, że włączyła się w kampanię prezydencką ojca w 2005 r., gdy spadły notowania. Teraz odżegnuje się pani od polityki. Kolejna porażka PiS tej decyzji nie zmienia?

Wynik wyborów rozstrzygnie Sąd Najwyższy. Niezależnie od tego, co orzeknie, trzeba zauważyć, że PiS znacznie zyskał od poprzednich wyborów europejskich i to on jest na fali wznoszącej. Trudno mi powiedzieć, czy powinnam się zaangażować. Moja publikacja nie ma żadnego związku z bieżącą polityką.

Przeczytaj cały wywiad w weekendowym wydaniu "Rzeczpospolitej"