- Do teraz nie ma ostatecznej treści porozumienia o zawieszeniu broni - podkreślił Sinwar, cytowany przez powiązaną z Hamasem agencję informacyjną Shehab. Dodał, że Hamas podjął rozmowy, ponieważ "Palestyńczycy mają prawo do godnego życia" (od czasu przejęcie władzy w Strefie Gazy przez Hamas w 2006 roku trwa blokada tego obszaru przez Izrael).

Jednocześnie lider Hamasu ostrzegł, że jeśli rozmowy z Izraelem się załamią, wówczas Hamas wystrzeli setki rakiet w kierunku Izraela. - To co ruch oporu wystrzelił (w kierunku Izraela) w ciągu 51 dni ostatniej wojny (chodzi o konflikt z 2014 roku), może być wystrzelone w ciągu pięciu minut w czasie (przyszłej) agresji Izraela - stwierdził Sinwar.

Serwis internetowy The Hebrew Walla cytuje z kolei słowa Sinwara mówiącego, że Hamas może "przez sześć miesięcy z rzędu uruchamiać syreny alarmowe w rejonie Tel Awiwu".

Rozmowy prowadzone pomiędzy Hamasem a Izraelem zmierzają do złagodzenia blokady Strefy Gazy. Izrael podkreśla jednak, że nie chodzi o jej kompletne zawieszenie, ponieważ blokada tego obszaru jest spowodowana chęcią zapobiegania przemytowi broni i sprzętu wojskowego, który mógłby trafiać do Hamasu.

Jednocześnie Hamas prowadzi z Izraelem rozmowy o wymianie jeńców.

Od 30 marca na granicy Strefy Gazy dochodziło do regularnych demonstracji Palestyńczyków, kończących się często użyciem siły przez stronę izraelską. Od wybuchu tych protestów ok. 170 Palestyńczyków zginęło z rąk izraelskich żołnierzy i policjantów - wynika z szacunków Hamasu. Izrael odpowiedzialnością za sytuację obarczał Hamas, który był oskarżany przez Tel Awiw o używanie cywilów w charakterze "żywych tarczy".