Reklama
Rozwiń
Reklama

Łapanka na polskich działaczy

Trzy dni po wizycie szefa białoruskiej dyplomacji w Warszawie na Związek Polaków spadły kolejne represje

Aktualizacja: 15.02.2010 20:48 Publikacja: 15.02.2010 19:54

Wśród zatrzymanych przez białoruską milicję znalazła się Irena Waluś, redaktor naczelna „Głosu znad

Wśród zatrzymanych przez białoruską milicję znalazła się Irena Waluś, redaktor naczelna „Głosu znad Niemna na uchodźstwie”

Foto: Fotorzepa, Andrzej Pisalnik a.pis. Andrzej Pisalnik

Sądy w Grodnie skazały trzech działaczy Związku Polaków na Białorusi na pięciodniowe areszty, a prezes organizacji Andżelikę Borys ukarano wysoką grzywną. W Wołożynie, gdzie rozpoczął się proces sądowy mający rozstrzygnąć los Domu Polskiego w Iwieńcu, milicja poturbowała polonijną dziennikarkę, oskarżając ją o potrącenie milicjanta.

[srodtytul] Kordony na szosie[/srodtytul]

Żeby dotrzeć z Grodna do Wołożyna (obwód miński), trzeba było się wykazać nie lada pomysłowością i znajomością terenu. Musiałem pokonać dodatkowo ok. 100 kilometrów samochodem, żeby ominąć większość patroli milicyjnych wyłapujących na trasie Grodno – Mińsk auta wiozące działaczy nieuznawanego przez Mińsk ZPB do sądu. Sędziowie mają prawnie umocować wcześniejszą decyzję władz o zajęciu przez milicję i przekazaniu posłusznemu wobec Mińska kierownictwu polskiej organizacji Domu Polskiego w Iwieńcu.

Z setek Polaków jadących z Grodzieńszczyzny do Wołożyna, by wykazać solidarność z dyrektor zajętego siłą Domu Polskiego, ta sztuka udała się zaledwie około 30 osobom. I tak musiały one iść pod gmach sądu pieszo, gdyż samochody, którymi jechały, zatrzymywano na rogatkach miasta. Nie udało się dotrzeć na miejsce niemal nikomu z kierownictwa Związku Polaków Andżeliki Borys. Samą panią prezes wysadzono z samochodu i doprowadzono do sądu w Grodnie. Podobnie jak zatrzymani wcześniej jej najbliżsi współpracownicy – prezes Rady Naczelnej ZPB Andrzej Poczobut, wiceprezes ZPB Mieczysław Jaśkiewicz i rzecznik organizacji Igor Bancer – została oskarżona o aktywny udział w nielegalnej demonstracji, do której doszło w Grodnie w zeszłym tygodniu, w 70. rocznicę pierwszych deportacji Polaków do łagrów stalinowskich.

Wszyscy trzej współpracownicy Borys zostali skazani na pięciodniowe kary aresztu. Sama pani prezes ma zaś zapłacić grzywnę w wysokości miliona pięćdziesięciu tysięcy rubli białoruskich (ok. 1000 złotych), co jest równowartością dwóch średnich pensji.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Niedostępny sąd[/srodtytul]

Tymczasem w Wołożynie, do którego nie dotarło ścisłe kierownictwo organizacji, miały miejsce wydarzenia nie mniej dramatyczne. Jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia sądu za prowadzącą do niego bramą wjazdową stanęło kilkunastu oficerów wołożyńskiej milicji. Kategorycznie odmówili wpuszczenia na otwarte posiedzenie wszystkich, którzy nie figurowali w aktach sprawy.

Wśród niewpuszczonych znalazł się lider solidaryzującej się z prześladowanymi Polakami Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Lebiedźko. Został schwytany przez funkcjonariuszy po próbie zrobienia zdjęcia milicyjnego kordonu łamiącego zasadę otwartości sądów. Kolejną ofiarą milicjantów, po kilku godzinach stania przed strzeżoną bramą, stała się redaktor naczelna wydawanego przez ZPB pisma „Głos znad Niemna na uchodźstwie” Irena Waluś. Do incydentu doszło w momencie, gdy sąd opuszczali reprezentanci posłusznego Łukaszence Związku Polaków – wiceprezes Mieczysław Łysy oraz nominowany przez władze na stanowisko dyrektora iwienieckiego Domu Polskiego Stanisław Buraczewski. Obaj zostali powitani przez zgromadzonych przy bramie Polaków okrzykami „Zdrajcy!” oraz „Hańba!”.

[srodtytul]Kobieta atakuje milicjantów?[/srodtytul]

Milicjanci wyciągnęli z krzyczącej grupy działaczy Irenę Waluś i, chwyciwszy kobietę za ręce ciągnęli ją za sobą. W gmachu sądu spisali protokół, w którym poświadczyli, że napadła na jednego z funkcjonariuszy i potrąciła go. Za rzekome chuligaństwo będzie sądzona w Grodnie.

Rozprawa w Wołożynie nie przyniosła wyniku, gdyż sędzia postanowił przesunąć rozpatrzenie sprawy Domu Polskiego na późniejszy termin.

Reklama
Reklama

– Zdążyłem złożyć oficjalne prośby do sądu, by przed właściwą rozprawą w Domu Polskim sporządzono akt spisania mienia z udziałem mojej klientki – powiedział „Rz” adwokat Teresy Sobol Aleksander Galijew. Prawnik powiedział także, iż będzie nalegał na wezwanie na rozprawę świadków, których wskaże jego klientka. Sama Teresa Sobol po wyjściu z sądu gorąco dziękowała czekającym na nią rodakom za wsparcie moralne.

Przyznała, iż mimo emerytalnego wieku pierwszy raz w życiu przekroczyła progi sądowe. – Wydaje mi się, że mamy szansę obronienia naszego Domu Polskiego nawet w białoruskim sądzie – podsumowała dzisiejszy dzień w rozmowie z „Rz”. – Oczywiście jeśli sąd zachowa chociaż odrobinę bezstronności – dodała.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama