Reklama

Życiowa prawda czy tani fałsz

Premiera Sceny Prezentacje. Sztukę modnego dramaturga Nikołaja Kolady reklamowano jako pierwszą rosyjską opowieść sceniczną o homoseksualizmie. Jej inscenizacja sprawia jednak wiele trudności, czego dowodzą rozbieżne opinie naszych recenzentów

Publikacja: 11.02.2008 04:08

Życiowa prawda czy tani fałsz

Foto: Rzeczpospolita

Dla inteligentnego widza

„Proca” Nikołaja Kolady w znakomitej inscenizacji Romualda Szejda to widowisko, jakich już się nie spotyka. Idealnie harmonijne, adresowane do inteligentnego widza, którego reżyser nie zamierza wyręczać w myśleniu. Pozostawia margines swobody dla wyobraźni. Zabieg intrygujący,zwłaszcza że autor opisuje samo dno współczesnego życia. 38-letni Ilja (Bartosz Opania) w wypadku stracił nogi, porusza się na inwalidzkim wózku. Zaniedbany i zapijaczony, dorabia do renty, żebrząc przed marketem. Tam też odnajduje go przystojny 20-latek, student Anton (Sebastian Cybulski).

Wszystko zdaje się ich dzielić, choć wkrótce nie będą mogli bez siebie żyć. Chłopak powierza mężczyźnie życiowy sekret: nie wychodzi muz dziewczynami. Nieufny zrazu Ilja zrewanżuje się opowieścią o podchodach udającej doń miłość sąsiadki Larysy (Cynthia Kaszyńska) czatującej na jego mieszkanie.

Męska przyjaźń z wolna nabierze seksualnego podtekstu. Jednak Ilji przyjdzie przeżyć kolejny cios życiowy. Już się po nim nie podniesie.Rewelacyjny jest przekład Jerzego Czecha – polski tekst nie unika niecenzuralnych słów, lecz ani przez moment nie jest wulgarny. Przejmuje prawdą wyrazu Bartosz Opania, który wreszcie otrzymał rolę na miarę talentu i możliwości. Efekt końcowy jest jednak zasługą głównie Romualda Szejda, który nie opowiada o związku nietypowych homoseksualistów, tylko o odrzuceniu.

Nieporadna opowieść

Reklama
Reklama

„Proca” Nikołaja Kolady pasuje do tematów, które od lat interesują Romualda Szejda. Szkoda jednak, że ta realizacja grzeszy nieporadnością. Twórca i reżyser Sceny Prezentacje od lat bierze w obronę życiowych rozbitków, jednostki nieprzystosowane do rzeczywistości. Opowiada o tych, którzy nie potrafią się spełnić w miłości, których inność narażona jest na potępienie.

Reżyseria Szejda tym razem pozbawiona jest finezji, którą łatwo znaleźć w utworze Kolady. Homoseksualny związek pary bohaterów pokazał wręcz komiksowo, co naraża ich na śmieszność, a przynajmniej wzruszenie ramion. Nie wiem, czemu Bartosz Opania uznał, że aby zagrać tak mroczną postać, za jaką uchodzi Ilja, wystarczy zaciskać zęby, mrużyć oczy i próbować naśladować… Krzysztofa Majchrzaka. Czemu więc „odrażający, brudny, zły” inwalida zachwyca młodego Antona (Sebastian Cybulski)? Dlaczego Anton, przebywając z nim, jest w stanie znosić najgorsze poniżenie? Utwór sugeruje, że między postaciami musi być wzajemna fascynacja podszyta nutką perwersji.

W spektaklu tego zabrakło. Ilja, wyrzucając z domu świeżo poznanego przybysza, naprawdę chce go zatrzymać. A wyzwiska, jakie kieruje pod jego adresem, są w rzeczywistości krzykiem rozpaczy. W przedstawieniu już po pierwszej awanturze obaj bohaterowie głaszczą się po twarzy i słuchają Wysockiego. Mam prawo sądzić, że Koladzie chodziło o coś więcej.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama