Korespondencja z Nowego Jorku
Prezydent Donald Trump w prawyborach w Teksasie dostał to, czego chciał. John Cornyn, polityk z wieloletnim stażem w Senacie, przegrał w ubiegłym tygodniu walkę o piątą kadencję po tym, jak prezydent udzielił poparcia jego rywalowi w prawyborach republikańskich – stanowemu prokuratorowi generalnemu Kenowi Paxtonowi.
Powiodło się też popieranym przez prezydenta Trumpa kandydatom do Kongresu w kilku teksańskich okręgach. To kolejny dowód na to, jak ogromny wpływ Donald Trump ma na Partię Republikańską i jaką siłą polityczną są jego zwolennicy, mimo iż notowania prezydenta są coraz słabsze na arenie ogólnokrajowej. To też ogromny cios dla frakcji republikańskiego establishmentu, którą Cornyn reprezentuje i która traci wpływy na rzecz ruchu konserwatywnego.
Czytaj więcej
Prezydent Donald Trump naciskał na republikanów, aby zmieniali granice kongresowych okręgów wyborczych w swoich stanach. Wywołał tym falę manipulac...
Kontrowersyjny kandydat Trumpa
To tyle, jeśli chodzi o sukces Trumpa i MAGA w tych znaczących wyborach do Senatu w Teksasie. Dalszy ciąg tej historii przedstawia się mniej różowo dla MAGA i republikanów ogólnie. Paxton to kandydat niepopularny i obciążony zarzutami korupcyjnymi oraz skandalami obyczajowymi. W listopadowych wyborach stawi czoło charyzmatycznemu i budzącemu sympatię kandydatowi demokratów Jamesowi Talarico. A to nie wróży dobrze republikanom. – Ten wpływ Trumpa to śmiertelny uścisk dla republikanów, z którego partia może nie być w stanie się uwolnić – pisze portal „The Nation”.
Media amerykańskie sugerują, że wygrana Paxtona uwikłanego w skandale i popieranego przez prezydenta, który traci popularność, może ułatwić demokratom zwycięstwo w Teksasie w listopadowych wyborach.
Popierany przez Donalda Trumpa Ken Paxton zwyciężył w prawyborach republikanów w Teksasie
Zwycięstwo Paxtona oznacza, że republikanie wystawiają w listopadowych wyborach kandydata obciążonego licznymi skandalami, którego słabości prawdopodobnie zmuszą krajowe struktury Partii Republikańskiej do wydania milionów dolarów tej jesieni, aby utrzymać mandat senatorski z Teksasu, który w innych okolicznościach byłby dla nich całkowicie bezpieczny. Przy czym część republikanów w Senacie uważa, że Paxton jest kandydatem budzącym poważne zastrzeżenia etyczne i niegodnym zasiadania w Senacie.
Zmiany demograficzne wpływają na notowania partii
„New York Times” zwraca też uwagę na ważny dla wyniku wyborów aspekt demograficzny. Teksas od ponad trzydziestu lat reprezentowany jest w Senacie przez republikanów i uchodzi za jeden z największych w kraju bastionów konserwatywnych. Donald Trump wygrał tam wybory prezydenckie w 2024 r. z 14-punktową przewagą.
Jednak jest to jeden z najbardziej demograficznie zróżnicowanych stanów, a ogólnokrajowe sondaże pokazują, że demokraci odzyskują poparcie wśród młodych wyborców i mniejszości etnicznych – zwłaszcza wśród wyborców pochodzenia latynoskiego, których w tym stanie jest spora grupa. – Polityczny status Teksasu jako republikańskiego stanu w dużej mierze zależy od poparcia wśród Latynosów – zauważa nowojorski dziennik.
Czytaj więcej
Dwie główne partie polityczne w Stanach Zjednoczonych od miesięcy prowadzą walkę o dominację w Waszyngtonie, m.in. manipulując granicami okręgów ko...
Według ogólnokrajowych sondaży popularność Donalda Trumpa wśród wyborców pochodzenia latynoskiego już nie rośnie, a wręcz spada, co w konsekwencji zagraża republikańskiej dominacji w Teksasie. Wśród zarejestrowanych wyborców pochodzenia latynoskiego w skali kraju demokraci mają przewagę 30 punktów procentowych – 54 proc. do 24 proc. To wynik lepszy niż przewaga Joe Bidena nad Donaldem Trumpem w 2020 r.
Kary i afronty Donalda Trumpa. Zamęt w Partii Republikańskiej
John Cornyn, który przegrał z Paxtonem, jest popularnym i szanowanym senatorem, a także wyjątkowo skutecznym, jeśli chodzi o zbiórki funduszy na działania republikańskie, niezawodnym konserwatywnym głosem i sprawnym parlamentarnym mówcą. Wykazał się też lojalnością wobec Trumpa. Nie głosował za skazaniem Trumpa w procesie impeachmentu, jak uczynił to senator Bill Cassidy z Luizjany, republikanin, który w tym maju przegrał prawybory po tym, jak był regularnie atakowany przez prezydenta.
Nie zrywał też z linią partii w głosowaniach i debatach politycznych, jak senator Thom Tillis z Karoliny Północnej, który zdecydował się nie ubiegać o reelekcję po tym, jak znalazł się pod ostrzałem krytyki ze strony Trumpa. Poparł Trumpa w tak dużych kwestiach jak uszczelnienie granic w Teksasie i był kluczowym głosem w zatwierdzaniu prezydenckich kandydatów. Trump jednak nie mógł mu zapomnieć, że w 2023 r. na zakończenie pierwszej kadencji twierdził, że „czas Trumpa już się skończył”, kwestionując jego polityczną pozycję. W ramach odwetu prezydent postanowił wesprzeć jego rywala. Podobny los spotkał m.in. kongresmena Thomasa Massiego, który krytyką prezydenta wpadł w jego niełaskę. Przegrał w majowych prawyborach w Kentucky z popieranym przez Trumpa Edem Gallreinem.
W ocenie wielu republikanów, poparcie prezydenckie dla Paxtona to nie tylko kara dla Cornyna, ale też afront wobec samej instytucji Senatu oraz egoistyczny błąd polityczny, który naraża republikańską większość w Senacie na niebezpieczeństwo. – To bardzo smutne i niepokojące, a także niedobre dla Senatu – powiedziała senator Susan Collins, republikanka z Maine, która sama stoi przed trudną kampanią o kolejną kadencję. Przez sześć lat, do 2019 r., blisko współpracowała z Cornynem, gdy pełnił on funkcję drugiego rangą republikanina w Senacie.
Czytaj więcej
Deputowani partii Donalda Trumpa w Kongresie ostatnio coraz wyraźniej dają wyraz swojemu niezadowoleniu z działań prezydenta i przeciwstawiają się...
Przegrana Cornyna po tym, jak prezydent stanął po stronie jego rywala, wprowadza zamęt w Partii Republikańskiej, zaostrzając napięcia między Trumpem a republikanami w Senacie, a to grozi potencjalnymi utrudnieniami w realizacji prezydenckiej agendy. Coraz więcej jego sojuszników, którzy dotąd wiernie podążali za nim, dostrzega bowiem, że działania Trumpa rozmijają się z ich własnymi interesami politycznymi.
Coraz częściej zadają sobie pytanie, dlaczego mieliby nieustannie podporządkowywać się Trumpowi w sprawach, w których mają odmienne zdanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę polityczne decyzje, jakie sam podejmuje. Dali temu wyraz m.in. pokazując niezadowolenie wobec finansowania projektu budowy sali balowej w Białym Domu oraz w oporze wobec utworzenia 1,8-miliardowego funduszu dla osób, które – zdaniem prezydenta – padły ofiarą nadgorliwych federalnych prokuratorów. Oba te przedsięwzięcia były priorytetami Białego Domu, jednak senatorowie uznali je za politycznie ryzykowne dla siebie. Rozwiązanie tych sporów może być teraz jeszcze trudniejsze po porażce Cornyna w Teksasie.