Żar bezlitośnie leje się z nieba. Idziemy wzdłuż prawego brzegu rzeki od mostu Świętokrzyskiego do Gdańskiego. Jeszcze przed Portem Praskim skręcamy w lewo w wydeptaną w trawie ścieżkę. Wejście w zacienione zarośla przynosi ulgę. Nie na długo – zaraz zaczyna się inwazja komarów.
– To ewenement na skalę światową – mówi Jarek Lustych, odgarniając dwumetrowe pokrzywy i omijając powalone drzewa. – Centrum wielkiego miasta, a tu proszę, niemal nietknięta przez człowieka natura – dodaje i prowadzi w stronę ukrytych w gąszczu prac.
[srodtytul]Drugie życie skrzynki [/srodtytul]
Mieszkający na Pradze Lustych, grafik i twórca instalacji landartowych, czyli rozgrywających się w środowisku naturalnym, pierwszy raz zrealizował tu projekt cztery lata temu.
– Odwiedziła mnie wówczas Liz Woods, australijska artystka, równie jak ja zainteresowana sztuką korespondującą z naturą i oddającą specyfikę danego miejsca – wspomina. – Efekt naszej pracy postanowiliśmy umieścić właśnie na nadwiślańskiej polanie – dodaje. I tak kilka metrów nad ziemią zawisnął „Latawiec”, potężna konstrukcja zbita ze skrzynek na owoce.
Drewniane pudełka to do dziś jeden z ulubionych materiałów Lustycha. Rok później nad Wisłą wykonał z nich budki dla ptaków. Oryginalne, w srebrnym kolorze, z czerwonym krzyżem.
– To odpowiedź na panikę, jaka wybuchała w związku z ptasią grypą – mówi Lustych.
[srodtytul]Miłość po zmroku[/srodtytul]
Wchodzimy w głąb lasku. Zza zielonych koron drzew powoli wyłaniają się różowe kształty. Czyżby to pierwszy ślad miłości? Podchodzimy bliżej. Na gałęziach młodego dębu powiewają konstrukcje w kształcie serc.
– Serce to symbol nadużywany, a jednak wciąż niosący ze sobą pozytywne skojarzenia – mówi artysta, który w rozpoczętym przed czterema laty cyklu „Badania nad miłością” wyświechtanemu znakowi postanowił oddać pierwotne znaczenie. Daleki jest jednak od narzucania interpretacji. Dlatego powiewające na drzewie serca mają dwa tytuły: „Miłość z odzysku” i „Miłość do zakupów”.
– Każda z tych konstrukcji wykonana jest z czterech plastikowych torebek – tłumaczy.
Takich, które dostać można w galeriach handlowych, i takich, które wśród innych śmieci zwykle na rzekę przynosi wiatr.
W ten sam sposób powstały serca eksponowane kilkadziesiąt metrów dalej, nieopodal betonowej ostrogi na wysokości ul. Kłopotowskiego. Tyle że te mają dodatkowo baterie słoneczne. – Za dnia nagrzewają się, a nocą oddają energię i świecą – tłumaczy artysta.
[srodtytul]Dzicy ludzie [/srodtytul]
Teren wokół ostrogi, odwiedzany jedynie przez wędkarzy lub, jak określa Lustych „dzikich ludzi”, przeszedł już niejedno miłosne badanie. Przed rokiem, w noc świętojańską artysta wypuścił tu na wodę podświetlane, wykonane z desek, konstrukcje w kształcie połówek serca. Drugą połówkę widać było jedynie w odbiciu wody.
– Często w związku darzymy uczuciem nie osobę, lecz nasze wyobrażenie o niej – mówił wówczas, po czym niespodziewanie podpalił dryfujące serca. – To znak wypalającego uczucia czy płomiennej miłości? – głośno zastanawiali się widzowie.
Na cykl „Badań...” złożyło się już siedem prac. Większość z nich, podobnie jak uczucie, miała ulotny charakter. Czemu? Bo zdaniem artysty, zarówno w sztuce, jak i miłości najważniejsze jest... poszukiwanie.