Tylko w przestrzeni miasta ma się bezpośredni kontakt z odbiorcą, który nie zawsze chętnie zagląda do galerii – mówi Zbigniew Sikora, autor odsłanianej dziś na stacji Marymont pracy „Metro Muzeum”.
Na powierzchni o 36 metrach długości i 3,5 metra szerokości młody artysta stworzył obraz w rodzaju pocztówki z pozdrowieniami dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
[srodtytul]Moi idole, moja rodzina [/srodtytul]
– Choć instytucja tymczasowo działa już przy ul. Prostej, to z utęsknieniem czeka na własną, stałą siedzibę – mówi Sikora.
– Postanowiłem już teraz zaprosić potencjalnych zwiedzających do poznania mojej, alternatywnej wersji muzeum.
Na bannerze zawieszonym na antresoli stacji, który zostanie zaprezentowany dziś o godz. 14, widnieje kilka pomieszczeń. Umieszczone w nich eksponaty – przywodzące na myśl prace Claesa Oldenburga, Christo, Jeffa Koonsa czy Katarzyny Kozyry – oglądają pierwsi, na razie tylko wirtualni widzowie.
– Nawiązałem do sztuki wybranych twórców, a w roli obserwatorów umieściłem bliskie mi osoby – zdradza malarz.
Dlatego na bannerze znaleźć można m.in. ślubny portret jego rodziców, postać brata i podobiznę samego artysty.
[srodtytul]Nie do przewidzenia[/srodtytul]
Obraz Zbigniewa Sikory, studenta malarstwa, to kolejny projekt wyłoniony w konkursie „Publiczna przestrzeń dla sztuki” galerii A19, organizowanym we współpracy m.in. z Akademią Sztuk Pięknych.
Zinstytucjonalizowanemu, uporządkowanemu sposobowi działania w przestrzeni miasta sprzeciwiają się m.in. artyści związani z fundacją vlep [v] net.
W weekend na fasadzie kamienicy przy Łomżyńskiej 27 na Szmulkach „otworzyli nową ścianę”. Swój mural zaprezentował tu młody artysta z Odessy, ukrywający się pod pseudonimem APL315.
„Tym działaniem zaczynamy walkę o warszawskie fasady, walkę z poprawnością i przewidywalnością mainstreamowego street artu” – piszą na swojej stronie pomysłodawcy wydarzenia. Co to oznacza?
– Realizacji w otwartej przestrzeni jest w Warszawie ostatnio coraz więcej, ale nie każdą z nich można nazwać sztuką – uważa Miesto z vlep [v] netu.
– Działanie w przestrzeni zobowiązuje. Street art musi wywoływać emocje, a nie tylko doznania estetyczne – podkreśla.
Członkowie grupy starają się wyszukiwać nieznanych u nas jeszcze artystów i odkrywać nieznane miejsca. – Chcemy, żeby między twórcami a mieszkańcami dochodziło do dialogu – mówią.
Taki dialog można było zaobserwować podczas weekendowej realizacji wolnościowej w ramach festiwalu Street Art Doping (więcej na s. 2).
[srodtytul]Przy fabryce, poza ramą[/srodtytul]
Uznanych artystów zapraszają twórcy działającej przy Zamoyskiego 24/26 galerii Murrr Lay’s. Wyszukują jednak twórców działających poza ramami. W przenośni i dosłownie.
Takim jest Truth. W ten weekend artysta, powyżej pracy Dominika Cymera „Wydobycie koloru”, zamontował trójwymiarowe formy przypominające kolce.
To nie koniec. Jeszcze w lipcu przestrzeń miejską wzbogacą m.in. trzy realizacje upamiętniające Powstanie Warszawskie.