[b]Specjalna komisja złożona z przedstawicieli Watykanu, Kościołów protestanckich i organizacji chrześcijańskich wytypowała odpowiednie spółki i stworzyła pierwszy w Europie chrześcijański indeks giełdowy. To dobry pomysł?[/b]

[b]Hanna Zaborowska:[/b] Dobry, jeśli spółki tego indeksu nie przyniosą w przyszłości rozczarowania, na przykład jakimś nieujawnionym dzisiaj postępowaniem, które byłoby sprzeczne z ideą chrześcijaństwa. Opierając się na doktrynie chrześcijańskiej, można budować dobry, uczciwy biznes. Mam nadzieję, że stworzenie takiego indeksu złagodzi trochę drapieżność rynku i biznes będzie chętniej przestrzegał pewnych podstawowych zasad. To też sygnał dla chrześcijańskich inwestorów, aby zwrócili uwagę, akcje jakich firm kupują. Nawet kosztem swoich zysków.

[b]Jaką firmę można uznać za chrześcijańską?[/b]

Właściciel nie powinien mieć w przeszłości poważnego konfliktu z prawem. Dzisiaj przy rejestracji spółki nie pyta się o takie sprawy. To błąd. Nie chciałabym prowadzić interesów z taką osobą. Niedopuszczalne jest też niewypłacanie wynagrodzeń pracownikom albo zatrudnianie ich na czarno.

Rzecz jasna dyskwalifikuje również handlowanie pornografią lub brutalnymi grami komputerowymi.

[b]To spore ograniczenia. Trudno być chrześcijańskim przedsiębiorcą.[/b]

W uczciwych interesach chrześcijańska moralność pomaga, a nie przeszkadza. Pozwala na przykład na prawidłowe ułożenie swoich relacji z pracownikami. Jeśli są oni źle traktowani, to uważają pracodawcę za wroga. Chcąc się na nim odegrać, oszukują albo odchodzą do konkurencji. A to do niczego dobrego nie prowadzi.

[i]-rozmawiał Marcin Rafałowicz[/i]