Ujawnienie telegramów tylko w tych sprawach mogłoby wywołać na świecie ogromne zamieszanie. Tymczasem portal WikiLeaks upublicznił ponad 250 tysięcy not, które zdradzają, jak w ciągu ostatnich trzech lat wyglądała polityczna kuchnia Departamentu Stanu USA. Szczególnie ambarasujące dla Białego Domu mogą być opinie na temat niektórych przywódców świata: kanclerz Niemiec Angela Merkel została określona jako „mało kreatywna”, a Nicolasa Sarkozy’ego nazwano „nagim cesarzem”.
Szefowa dyplomacji Hillary Clinton i ambasadorzy USA na całym świecie od kilku dni kontaktowali się z przedstawicielami zagranicznych rządów i uprzedzali przed przeciekiem. Dostęp do danych WikiLeaks dostało wcześniej kilka zachodnich tytułów prasowych: amerykański „New York Times”, francuski „Le Monde”, niemiecki „Der Spiegel”, hiszpański „El Pais” i brytyjski „The Guardian”.
Jedna z not, opublikowanych wczoraj przez „NYT”, jest wyjątkowo kontrowersyjna: pochodzi z ub. roku i wynika z niej, że amerykańscy dyplomaci dostali polecenie zbierania prywatnych danych dotyczących przywódców ONZ. Chodziło o dane kontaktowe, rozkłady dnia, numery kart kredytowych i kart lojalnościowych wydawanych przez linie lotnicze. Inne depesze mówią o zbieraniu informacji na temat pojazdów, którymi poruszają się przywódcy polityczni, ich odcisków palców, a nawet próbek DNA.
W zbiorze WikiLeaks miało się znaleźć także 970 depesz z Warszawy oraz dwie z Krakowa. Do momentu zamknięcia tego numeru „Rz” żadna z nich nie została ujawniona.