Boże Narodzenie uratowane?
Łukasz Kruczek: Tak to wygląda. Przyszły sukcesy, wreszcie można trochę odetchnąć i spokojnie pracować dalej. W Engelbergu się okazało, że sprawdzają się te różne zagrania, których próbowaliśmy, by poprawić wyniki.
Które było najważniejsze? Poprawienie kombinezonów, szczera rozmowa w kadrze, wycofanie Kamila Stocha na treningi w Ramsau?
Każde było ważne, bo wcześniej działał efekt domina, jedno niepowodzenie napędzało następne. Daliśmy sobie czas, zajęliśmy się każdym elementem i poustawialiśmy od nowa.
Nie żałuje pan, że przed drugim sobotnim skokiem Kamila nie poprosił o opuszczenie belki startowej? Austriacy obniżyli ją Andreasowi Koflerowi i dzięki temu pokonał Stocha.
Nie jesteśmy jeszcze na to gotowi. Żeby to robić, trzeba skakać już bardzo regularnie, powtarzalnie. My dopiero wracamy do równowagi, to byłoby zbyt ryzykowne. Kamil przegrał o 0,1 pkt, najmniejszą z różnic. Wystarczyłby minimalnie inny pomiar wiatru i miałby zwycięstwo. Pół punktu od sędziego też, ale absolutnie nie mamy pretensji. Kamil jest dobrze oceniany. Warunki też były w sobotę sprawiedliwie. W niedzielę już nie, wiało raz z tyłu, raz z przodu. Na przykład Piotrek Żyła i Klimek Murańka skoczyli bardzo przyzwoicie, ale przegrali z wiatrem. A w drugiej serii czołowej dziesiątce, czyli również Kamilowi i Maćkowi Kotowi, niepotrzebnie jury obniżyło belkę.
W jednym Kamil nadal ustępuje najlepszym: w prędkościach na rozbiegu.
Potrafi już bardzo szybko jechać, ale jeszcze tego nie pokazuje w zawodach. To problem całej naszej kadry, poza Dawidem Kubackim, który jeździ szybko i powtarza to. Ale już Maciek Kot potrafi, jak w niedzielę, w jednej serii być bardzo szybki, w drugiej bardzo wolny. To kwestia odpowiedniego stania na nartach. Popracujemy nad tym. Ciągle mamy też duże rezerwy, jeśli chodzi o sprzęt, posiedzimy nad kombinezonami.
Stoch rok temu w Engelbergu też był drugi, oczekiwania przed Turniejem były ogromne i to go w pierwszych konkursach przerosło. Teraz będzie inaczej?
Jesteśmy dojrzalsi, wszyscy. Wyciągnęliśmy wnioski. Ale i sytuacja jest trochę inna: rok temu Kamil był wymieniany w gronie faworytów TCS, był skoczkiem z czołowej dziesiątki. To go na początku trochę spętało, potem sobie z tym poradził. Teraz pojedzie jako jeden z wielu dobrych skoczków. Zresztą, jak tu wskazywać faworyta, skoro Thomas Morgenstern niedawno był liderem, a teraz z trudem zdobywa punkty, Kamil się nie kwalifikował do konkursu, a jest na podium.
Może pan wystawić w Turnieju aż siedmiu skoczków, tego jeszcze nie było.
I mam problem, bo TCS jest trudną, wyczerpującą próbą i muszę wybrać zawodników, którzy sobie z tym poradzą. A nie zapominajmy, że tuż po Turnieju są konkursy w Wiśle i Zakopanem, dla nas jeden z najważniejszych momentów sezonu. Musimy uważać, żeby zawodników nie zamęczyć.
Jaki jest cel w Turnieju?
Chcemy podejść do TCS jak do Engelbergu: nie wiążmy sobie pętli, miejmy z tego radość. Wolę się cieszyć z sukcesów, a nie z tego, że ktoś nas uważa za faworyta.