Reklama

Marek A. Cichocki: Berlinowi brakuje strategii

Z Putinem jak z euro

Publikacja: 24.02.2015 20:08

Marek A. Cichocki

Marek A. Cichocki

Foto: Fotorzepa/Darek Golik

Tuż po zawarciu porozumienia w Mińsku Judy Dempsey, znana komentatorka spraw międzynarodowych z Carnegie Europe, zapytała, czy Niemcy stają się najważniejszym strategiem Starego Kontynentu. Odpowiadając jej, zwróciłem uwagę na fakt, że strategia dotyczy przyszłości. Natomiast obecna polityka Berlina skoncentrowana jest na przeszłości i teraźniejszości. Istotą politycznego działania Angeli Merkel jest zapobieganie problemom, a nie ich rozwiązywanie. Niemiecki filozof Ulrich Beck stworzył nawet specjalne pojęcie na opisanie tego zachowania – „merkiawellizm".

Dzisiaj w polityce wobec agresywnych działań Władimira Putina Niemcy wykazują taką samą słabość jak w polityce wobec kryzysu strefy euro – brak strategicznego działania. Merkel wykonuje ruchy doraźne i zapobiegawcze. W ten sposób udało się jej uchronić euro przed upadkiem, ale nie rozwiązano dotąd żadnego z zasadniczych problemów, które legły u podstaw kryzysu wspólnej waluty. A jest to przede wszystkim problem wielkiego zadłużenia Europy.

Udało się natomiast kanclerz Niemiec doprowadzić do tego, że w Grecji na fali niezadowolenia społecznego powstał wspólny rząd skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Stanowi on wzór dla skrajnych sił w innych państwach Unii Europejskiej, takich jak Francja czy Hiszpania.

Narzucenie przez Berlin oszczędności oraz cięć jako warunku pomocy dla członków UE borykających się z widmem bankructwa miało na celu głównie łagodzenie skutków kryzysu – groźnych także dla niemieckiej gospodarki, a nie rozwiązanie jego głównych przyczyn. Dzisiaj taka polityka doszła w Atenach do ściany. Co gorsza, przeciwnicy tej polityki w Paryżu czy Madrycie, ale również w Europejskim Banku Centralnym we Frankfurcie, już o tym wiedzą.

W podejściu do Putina Niemcy chcą ratować pozostałości dawnych relacji Europy z Rosją. W istocie kierują się jednak sentymentem wobec założeń niegdysiejszej Ostpolitik i jak mantrę powtarzają zdanie, że trzeba współpracować z Moskwą. Taka linia miała sens wtedy, kiedy Putin postępował przewidywalnie. Jednak dzisiaj, gdy Rosja nie jest zainteresowana negocjacjami, tylko terytorialną zdobyczą, doraźna i zapobiegawcza taktyka Merkel jedynie utwierdza rosyjskiego prezydenta w przekonaniu, że Zachód jest słaby. Pozwala mu także rozgrywać różnice między Europą i USA. Zagrożenie na Wschodzie rośnie, a nie maleje.

Reklama
Reklama

Niemiecka polityka musiałaby wypracować nową strategię, ale to oznacza zdolność do ryzyka oraz rezygnację z chodzenia utartymi ścieżkami. W tym konkretnym przypadku taka strategia powinna zostać oparta na założeniu, że w najbliższym czasie to utrzymanie niezależnej Ukrainy stanowi warunek bezpieczeństwa i pokoju w całym regionie Europy Wschodniej i Środkowej, a nie dalsza współpraca z Moskwą. Sukces Ukrainy jest także w obecnych warunkach prawdopodobnie jedynym skutecznym sposobem oddziaływania na wewnętrzną sytuację w Rosji w celu przeciwdziałania putinizmowi. Problem w tym, że „merkiawellizm" nie jest zdolny do takich przeobrażeń.

Całkiem niedawno brytyjski historyk, znawca powojennych Niemiec, Timothy Garton Ash, uznał Merkel za największego europejskiego polityka. Ocenił on, że kanclerz Niemiec dokonała historycznego zwrotu w polityce wschodniej swojego kraju przez swoją zdecydowaną postawę wobec Putina.

Ta ocena jest przedwczesna. Poparcie dla Merkel w samych Niemczech pozostaje wciąż bardzo wysokie i nie ma ona żadnych poważnych konkurentów. Również jej dominująca pozycja w Europie jest dzisiaj faktycznie niekwestionowana, skoro nikt nawet nie zająknął się na temat unijnej polityki zagranicznej, kiedy kanclerz Niemiec w imieniu Europy zasiadła do stołu negocjacyjnego w Mińsku. Jednak na historycznej ocenie dokonań Merkel nie zaważą łączące ją z Putinem relacje, ale przyszłość Ukrainy. Dramat w Debalcewe już jest poważną rysą na tej ocenie.

Czy „merkiawellizm" zasłuży w przyszłości na tak dobrą pamięć, na jaką zasłużyli Konrad Adenauer czy Helmut Kohl? Zaryzykuję negatywną odpowiedź.

To, co kiedyś mogło wydawać się atutem polityki Merkel – cierpliwość, dzisiaj działa na jej niekorzyść. Strategia zakłada bowiem zdolność do zaskoczenia, także możliwość inteligentnego użycia argumentów siły. Przede wszystkim jednak dopuszcza możliwości alternatywnych scenariuszy. Tego w polityce Berlina jednak nie ma, skoro kieruje się on jedną podstawową przesłanką: żeby tylko nie było gorzej.

Autor jest pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematyce europejskiej. Był doradcą prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama