„Jeśli Rosjanie zaatakują Estonię, Łotwę bądź Litwę, czy polscy żołnierze powinni im pójść z odsieczą?” – takie pytanie usłyszał we wtorek w Radiu Zet Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego PiS, w przeszłości wicepremier, w latach 2018–2023 minister obrony narodowej. – Polscy żołnierze powinni bronić Polski. Trzeba być silnym w sojuszach, tak było za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy byłem ministrem obrony narodowej. Trzeba stawiać na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi – odparł.
W audycji zwrócono uwagę na art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego – głosi on, że członkowie NATO będą uważali zbrojną napaść na jedno z państw członkowskich za napaść na wszystkich członków, a każdy kraj Sojuszu udzieli napadniętym pomocy, jaką uzna za konieczną. – Jeśli my oczekujemy pomocy ze strony Amerykanów, Francuzów i Brytyjczyków, to czy nie powinniśmy pomóc Estończykom, jeśli zostaną zaatakowani? – dociekał prowadzący. – My graniczymy z Rosją. Bezpośrednio graniczymy z Rosją, która faktycznie objęła terytorium Białorusi, więc my też jesteśmy na froncie – odpowiedział Błaszczak, przyznając, że art. 5 mówi o solidarności. – Ale chodzi o to, że rząd, który Polską rządzi, powinien nawiązywać jak najlepsze relacje ze Stanami Zjednoczonymi – przekonywał.
Były wicepremier został dopytany, czy – gdyby stał na czele MON – podjąłby decyzję o udzieleniu pomocy w przypadku ataku na Litwę, Łotwę lub Estonię. – To wszystko zależy od okoliczności – odparł. – Na przykład to, że mamy swoich żołnierzy, polskich żołnierzy na Łotwie. Czyli jeżeli Łotwa byłaby zaatakowana, to już i Wojsko Polskie byłoby zaatakowane – dodał.
– Trzeba im pomóc wtedy? – padło pytanie. – Ale oczywiście – odpowiedział Błaszczak, który nie zgodził się przy tym z oceną, że to „prosta rzecz”. – Dlatego że my przede wszystkim, nasi żołnierze, mają bronić Polski i dziś są w stanie to zrobić. Za czasów pierwszych rządów Donalda Tuska nie byli w stanie obronić naszej ojczyzny, było ich za mało i byli uzbrojeni w starą, postsowiecką broń. Dziś już tak nie jest, dzięki rządom Prawa i Sprawiedliwości – przekonywał.
Do słów Mariusza Błaszczaka odniósł się teraz w rozmowie z portalem Zero.pl gen. Roman Polko, były dowódca jednostki GROM, który w 2007 r. stał na czele Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Czytaj więcej
– Powinni bronić Polski – powiedział były szef MON Mariusz Błaszczak, pytany w Radiu Zet, czy polscy żołnierze powinni pomóc krajom bałtyckim, gdyb...
Były szef GROM-u ostro krytykuje słowa byłego szefa MON. „Szkodliwe i po myśli Kremla”
– Takie wypowiedzi są nieakceptowalne, są szkodliwe, no i właściwie są po myśli Kremla, bo uderzają w to, czym jest sojusz NATO. Otóż to jest właśnie artykuł piąty. Jeśli Litwa, Łotwa lub Estonia będą atakowane, traktujemy to tak, jakby Polska została zaatakowana – ocenił wojskowy. – Artykuł piąty nie działa w taki sposób, że jak Polska będzie zaatakowana, to wszystkie pozostałe kraje NATO mają bronić Polskę, a Polska nikogo. Tylko działa na zasadzie takiej właśnie solidarności, współodpowiedzialności i budowania wspólnego bezpieczeństwa – dodał gen. Polko w rozmowie z Zero.pl
Jak zaznaczył były dowódca jednostki GROM, „to, co jest gwarantem naszego bezpieczeństwa dzisiaj, to oczywiście polskie siły zbrojne, polskie bezpieczeństwo, ale fundamentem jest sojusz NATO i on nam daje bezpieczeństwo”.
Mariusz Błaszczak – zdaniem generała – powinien wytłumaczyć się ze swoich słów. – Mam nadzieję, że ta wypowiedź zostanie zdementowana, bo chciałbym, żeby wszystkie opcje polityczne i żeby nasi partnerzy z NATO mieli świadomość, że wszystkie opcje polityczne dalej są w sojuszu – stwierdził. Dodał też, że „jeżeli w taki sposób będziemy się wypowiadać, myśleć i taki przekaz wysyłać, to naprawdę Putin zaciera ręce”. – Bo wyłom w sojuszu NATO został zrobiony – podkreślił gen. Roman Polko w rozmowie z portalem Zero.pl.
Czytaj więcej
MON chce, by żołnierze mogli legalnie nosić na służbie obuwie i elementy umundurowania, które sami sobie kupią. – Wojsko już dawno powinno odejść o...
Polityczna burza w sieci i riposta byłego ministra. „Zalecam trochę lodu”
Wypowiedź Mariusza Błaszczaka skrytykowali politycy koalicji rządzącej – między innymi wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk (KO), minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, europoseł KO Krzysztof Brejza, wiceszef koła Razem Maciej Konieczny czy Roman Giertych.
Mariusz Błaszczak w serwisie X odniósł się do krytyki pod swoim adresem. „Na rozgrzane głowy zalecam trochę lodu. Nigdy wcześniej niż za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości współpraca militarna Polski z państwami bałtyckimi nie była bardziej rozwinięta” – napisał.
„Za naszych czasów Polska faktycznie współtworzyła system bezpieczeństwa państw bałtyckich: polscy żołnierze rozpoczęli stacjonowanie na Łotwie, polskie F-16 chroniły niebo Litwy, Łotwy i Estonii, Polska i Litwa połączyły wymianę danych radiolokacyjnych, integrowano polską 15. Brygadę i litewskiego »Żelaznego Wilka« z dowództwem w Elblągu, rozwijano wspólne ćwiczenia i współpracę wojsk specjalnych, a cztery państwa koordynowały działania wobec Rosji i Białorusi. To za czasów rządu PiS – na szczycie NATO w Warszawie – zapadła decyzja o enhanced Forward Presence, bez której nie byłoby stałych grup bojowych na Łotwie, Litwie, w Estonii i Polsce” – dodał.
Szef klubu PiS dodał, że w opozycji nie ma dostępu do danych wywiadowczych. „Jeśli obecny rząd wie, że państwa bałtyckie zostaną zaatakowane, powinien wzmacniać siłę naszej armii na wschodzie. Tymczasem całkowicie zrezygnowano z budowy jednostek w Poniatowej, Sobieszynie i Janowie Lubelskim” – stwierdził.
„Artykuł 5 NATO jest uruchamiany w sposób kolegialny, a zobowiązania sojusznicze są wiążące, jednak priorytetem każdego ministra obrony narodowej powinna być obrona Polski i zapewnienie bezpieczeństwa Polakom” – przekonywał. Błaszczak ocenił też, że za „rzekome porzucenie ideałów NATO” krytykują go „politycy od Tuska”, którzy, jego zdaniem, „robią wszystko, żeby stworzyć alternatywę do Sojuszu Północnoatlantyckiego bez udziału USA” i „podważają fundamenty NATO”. „Hipokryci” – ocenił.