Wykorzystując globalną słabość amerykańskiej waluty, złoty zyskuje kolejny dzień z rzędu. W poniedziałek przed południem kurs dolara do złotego obniżył się do 3,55 zł, choć wczesnym rankiem był notowany na poziomie nawet 3,54 zł. Tak nisko amerykańska waluta nie była wyceniana od ośmiu lat. Jednocześnie notowania euro ustabilizowały się w okolicach poziomu 4,21 zł. Z kolei frank szwajcarski umocnił się do 4,57 zł.
Nie widać końca słabości dolara
W ostatnich dniach miały miejsce kolejne wydarzenia, które mocno podkopały zaufanie inwestorów do amerykańskiej waluty, co skutkowało jej wyprzedażą w końcówce zeszłego tygodnia. Poniedziałek przynosi pogłębienie jej spadków. Uwagę zwraca efektowne umocnienie jena względem dolara, co miało związek ze spekulacjami na temat skoordynowanych działań USA i Japonii w celu wzmocnienia japońskiej waluty. – W końcu ubiegłego tygodnia na rynku pojawiły się sygnały zapowiadające możliwą interwencję walutową na rynku jena – to mocno przesunęło w dół USDJPY i wpłynęło na inne ustawienia z dolarem. W weekend "do pieca" dołożył sam Donald Trump kierując oskarżenia wobec Kanady o jej ekonomiczny deal z Chinami, za który ta może zapłacić cłami w wysokości 100 proc. – choć tę groźbę można potraktować w ramach tzw. TACO, biorąc pod uwagę duże ryzyko podbicia inflacji w samych USA i zbliżające się wybory połówkowe w listopadzie. Dla rynków większym problemem staje się jednak realna perspektywa kolejnego government shutdown 31 stycznia, po tym, jak wydarzenia w Minnesocie usztywniły postawę Demokratów w Kongresie, a bez ich częściowego wsparcia szanse na kolejne podniesienie limitu zadłużenia są nikłe – wyjaśnia Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.