Taksówkowy chaos i dłuższe oczekiwanie. Wyłamał się tylko Uber

Z dnia na dzień co najmniej kilka tysięcy kierowców taksówek w miastach w całym kraju zostało odciętych od zawodu. Chodzi o świadczących usługi przez aplikację przez obcokrajowców, którzy stanowili o sile takich firm jak Bolt, czy Free Now.

Publikacja: 18.06.2024 16:23

Taksówkowy chaos i dłuższe oczekiwanie. Wyłamał się tylko Uber

Foto: Adobe Stock

W poniedziałek zaczęły obowiązywać przepisy nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, które z rynku przewozu osób wykluczyły kierowców nie posiadających polskiego prawa jazdy, ale także tych, którzy w naszym kraju przebywają krócej niż 185 dni. To wywołało w branży istne trzęsienie ziemi. Bolt odciął od zleceń 26 proc. kierowców, Free Now – 15 proc. Eternis, największy partner flotowy firm przewozowych, również mówi o tym, że z dnia na dzień z rynku „wyparowało” kilkanaście procent taksówkarzy – obcokrajowców, którzy nie spełnili na czas, czyli do poniedziałku 17 czerwca, wymogów noweli.

Uber ma własną interpretację przepisów

Jeździ natomiast Uber – dostęp do platformy zablokował tylko nowym współpracownikom. Dotychczasowi kierowcy, choć nie mają polskiego dokumentu lub są na terytorium naszego kraju krócej niż pół roku, nadal świadczą usługi. To rozwścieczyło konkurencję. Rywale podkreślają, że Uber przejął w ten sposób w jeden dzień część rynku. Firmy, które dostosowały się do regulacji, nie były w stanie odpowiedzieć na popyt, co więcej nie były też w stanie rywalizować z Uberem ceną.

Czytaj więcej

Bez polskiego prawa jazdy nie będą wozić pasażerów

Amerykański koncern twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. – Od 17 czerwca uniemożliwiliśmy wszystkim nowym kierowcom bez polskiego prawa jazdy dołączanie do platformy. Jednocześnie, zgodnie z przepisami wprowadzającymi obowiązki dotyczące polskich praw jazdy, rozpoczęliśmy weryfikację kierowców pod kątem posiadania odpowiednich dokumentów – mówi nam Marcin Moczyróg, dyrektor generalny Ubera na Europę Środkowo-Wschodnią.

Jak podkreśla, firma przeprowadziła konsultacje prawne „ukierunkowane na pełne zrozumienie obowiązków w tym zakresie”. I ta interpretacja miała Uberowi wskazać, że dotychczasowi partnerzy zarejestrowani na platformie mogą dalej, przez okres przejściowy trzech miesięcy, świadczyć usługi. Firma zresztą wysyła kierowcom informacje, że mają czas na spełnienie ustawowych wymogów do 17 września. Dotarliśmy do tych wiadomości. Uber zachęca w nich kierowców do wymiany praw jazdy na polskie niższą prowizją i wskazuje, że na dostosowanie się do nowych reguł w polskim prawie są trzy miesiące. Spytaliśmy o to Ubera – ten tłumaczy nam, że interpretacja opiera się na przepisie, który mówi: „Przedsiębiorca prowadzący pośrednictwo przy przewozie osób, o którym mowa w art. 27b ust. 1 ustawy zmienianej w art. 2, w terminie 3 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy dokonuje weryfikacji, o której mowa w art. 27e ust. 1 ustawy zmienianej w art. 2, osób wykonujących przewóz osób zlecony na rzecz tego przedsiębiorcy, z którymi rozpoczął współpracę przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy”.

Czytaj więcej

Przewoźnicy pod lupą urzędników. Uber czy Bolt mają być bezpieczniejsze

Pasażerowie dłużej czekają na taksówki

Postępowanie Ubera nie podoba się konkurentom, którzy już teraz odcięli istotną część swoich kierowców od zamówień. – Przykładamy szczególną uwagę do zapewnienia zgodności świadczonych przez nas usług z obowiązującym prawem. Niestety wygląda na to, że nie wszystkie podmioty na rynku zastosowały się do obowiązujących przepisów. W Bolt nasze działania opieramy na interpretacji przepisów, która zbieżna jest ze stanowiskiem Ministerstwa Infrastruktury, zgodnie z którym od 17 czerwca wszyscy kierowcy świadczący usługi przewozu powinni posiadać polskie prawo jazdy – wyjaśnia Martyna Kurkowska, rzeczniczka Bolta.

Jak podkreśla obecny kształt regulacji budzi poważne uwagi branży. – Uważamy, że skutki będą negatywne zarówno dla branży, jak i konsumentów. Rozumiemy jednak jej intencję, jaką jest potrzeba ujęcia wszystkich kierowców taksówek ewidencją pozwalającą np. na kontrolę nad naliczonymi punktami karnymi – dodaje.

Od poniedziałku skala chaosu na rynku przewozu osób w Polsce jest potężna. Czas oczekiwania na taksówki wzrósł o 35 proc., a co piąty przejazd odwołano. A to dopiero początek. Pasażerów może czekać prawdziwy armagedon.

– Spodziewamy się, że liczba ta będzie rosnąć z każdym tygodniem – mówi Marcin Moczyróg.

W poniedziałek zaczęły obowiązywać przepisy nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, które z rynku przewozu osób wykluczyły kierowców nie posiadających polskiego prawa jazdy, ale także tych, którzy w naszym kraju przebywają krócej niż 185 dni. To wywołało w branży istne trzęsienie ziemi. Bolt odciął od zleceń 26 proc. kierowców, Free Now – 15 proc. Eternis, największy partner flotowy firm przewozowych, również mówi o tym, że z dnia na dzień z rynku „wyparowało” kilkanaście procent taksówkarzy – obcokrajowców, którzy nie spełnili na czas, czyli do poniedziałku 17 czerwca, wymogów noweli.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Transport
Węgrzy potwierdzają plany stworzenia swojego CPK i zapraszają przewoźników
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Transport
DHL z Biedronką rzucają wyzwanie InPostowi. To już paczkowa wojna
Transport
Ruszyła druga wojna o „pocztomaty”. Poczta Polska liczy na zwrot akcji
Transport
Kto będzie kierował pracami zarządu PKP Cargo? Jest decyzja rady nadzorczej
Transport
W PKP Cargo nasilają się wzajemne oskarżenia