Na razie w miejsce Alitalii funkcjonuje nowa marka ITA, która za ostatnie dwa i pół miesiąca zanotowała stratę w wysokości 170 mln euro.

Natomiast sama Alitalia nie wiadomo jeszcze dokąd poleci. Mogą być to rejsy europejskie albo wyłącznie międzykontynentalne. W każdym razie linia nie zostanie przekształcona w low-cost.

Jak to jest możliwe? Więc tak, że ITA, która powstała na bazie Alitalii i zastąpiła tę linię na rynku, kupiła markę za 90 mln euro. Teraz postanowiono ją przywrócić. Obecny prezes Alitalii, Alfredo Altavilla (wcześniej jako wiceprezes Fiat Chrysler Automobiles nadzorował produkcję Fiata w Polsce i był zwolennikiem powrotu produkcji Pandy do zakładu w Tychach) w rozmowie z dziennikiem „Il Sole 24 Ore” potwierdził te informacje i ujawnił, że decyzja została już zatwierdzona w czasie posiedzenia Komisji Transportu w parlamencie. Teraz musi jeszcze zostać ostatecznie przyjęta na posiedzeniu Rady Dyrektorów ITA zaplanowanym na 31 stycznia.

Czytaj więcej

Pasażerowie chcą latać bezpiecznie. Pomogą w tym roboty

Po tym, jak ITA kupiła markę Alitalia, pomysł ożywienia bankruta został odłożony do szuflady. Uznano wtedy, że wcześniej trzeba popracować na umocnienie samej ITA. Nie na długo jednak. — Teraz warto ożywić starą markę, bo przecież jest tak, że wiele grup lotniczych ma linie z różnymi nazwami. A my zawsze chcieliśmy starą markę zintegrować — tłumaczy Altavilla.

Strata ITA jest taka, jak wcześniej prognozowano. Nowy przewoźnik wystartował 15 października, czyli w okresie najmniej korzystnym w przewozach pasażerskich na naszej półkuli. Przy tym — jak podkreślił Altavilla — wynik mógłby być znacznie gorszy, jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost cen paliwa i wzrost zachorowań na koronawirusa. W ciągu tych 2,5 miesiąca ITA zanotowała przychody w wysokości 86 mln euro. Z tego 76,6 mln euro z przewozów pasażerskich i 9,4 mln z cargo.