Po katastrofie samolotu Lion Air w październiku 2018 i drugiej Etiopian Airlines w marcu 2019 urzędy lotnictwa na świecie uziemiły samoloty Boeinga żądając od producenta zmian w wyposażeniu, oprogramowaniu i nowego podręcznika szkolenia pilotów. Samoloty te dopuszczono do ponownej eksploatacji pod koniec 2020 r. w USA i w Europie, potem zezwalały na to kolejne kraje Azji (Australia, Japonia, Indie, Malezja, Singapur) i Afryki (Etiopia). Jednymi z ostatnich, które nie podjęły dotąd decyzji były Chiny i Indonezja.

Czytaj więcej

Boeing 737 MAX pokazuje swoje możliwości

Decyzja władz w Djakarcie weszła w życie z chwilą ogłoszenia, podjęto ją po dokonaniu oceny zmian wprowadzonych w systemach samolotu, przewoźnicy muszą trzymać się dyrektyw żeglowności i sprawdzić maszyny przed ponownym użytkowaniem. Władze również dokonają inspekcji samolotów - podano w komunikacie.

Prywatny przewoźnik Lion Air miał przed katastrofą 10 B737 MAX. Państwowy Garuda Indonesia nie ma planów wprowadzania tych maszyn do swej floty, bo skupił się na restrukturyzacji długu - powiedział Reuterowi prezes Irfan Setiaputra. Ta linia miała jednego MAXa przed uziemieniem tych samolotów, zgodnie z obecnym planem zamierza zmniejszyć flotę ze 142 do 66 samolotów.

Z kolei prezes Etiopiana, Tewolde Gebremariam poinformował, że „mieliśmy dość czasu na obserwowanie prac nad zmianami projektowymi i ponad 20 miesięcy na rygorystyczny proces korygujący. Nasi piloci, inżynierowie, mechanicy i pracownicy pokładowi są pewni bezpieczeństwa tej floty. Bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze, kierujemy się tym przy każdej decyzji i we wszelkich działaniach”.

W obu katastrofach zginęło 346 osób. Decyzje obu krajów oznaczają zamknięcie tamtego tragicznego rozdziału, rodziny ofiar otrzymały już odszkodowania od Boeinga albo starają się o nie w sądzie w Chicago. Pieniądze nie zwrócą im bliskich, trauma nadal trwa - jak stwierdził Anton Sahadi, który stracił bliską osobę w pierwszej katastrofie.