We wtorek rząd Theresy May zbierze się, aby zdecydować co należy zrobić po zaskakującej decyzji Bercowa, która pokrzyżowała szyki rządu szukającego w ostatnich dniach większości dla wynegocjowanej przez May umowy ws. brexitu.
Parlament odrzucił umowę May dwukrotnie - 15 stycznia i 12 marca. W drugim głosowaniu Izba Gmin odrzuciła umowę większością 149 głosów - co oznaczało, że May musiała przekonać do zmiany zdania 75 parlamentarzystów.
Brexit: Parlament zagłosuje przeciw zasadzie sprzed 400 lat?
May przekonywała wcześniej, że Izba Gmin powinna poprzeć jej umowę, jeśli chce, aby opóźnienie brexitu było niewielkie. 14 marca parlament upoważnił rząd do zwrócenia się do Brukseli z prośbą o przesunięcie daty brexitu, do którego powinno dojść 29 marca. Wcześniej Izba Gmin odrzuciła możliwość brexitu bez umowy.
Bercow powołując się na zasadę, z której nie korzystano od 1920 roku, a którą wprowadzono w 1604 oświadczył jednak, że umowa w niezmienionym kształcie nie może być przedmiotem głosowania na obecnej sesji parlamentu.
Barclay podkreślił, że rząd chciał poddać umowę pod głosowanie po raz trzeci tylko w sytuacji, gdyby widział "zmianę wśród parlamentarzystów jeśli chodzi o poparcie dla umowy".
Sekretarz ds. brexitu zaapelował jednocześnie o "uszanowanie roli spikera", który w Izbie Gmin jest bezstronny. Bercow był zwolennikiem pozostania Wielkiej Brytanii w UE przed referendum w 2016 roku.
Barclay dodał, że wobec precedensu na który powołał się Bercow, rząd przygląda się obecnie temu, jak w przeszłości rządy zachowywały się wobec takiego precedensu.
Minister ds. brexitu wydawał się jednak sceptyczny wobec sugestii, że rzad mógłby się zwrócić do królowej o prorogację (odroczenie) sesji parlamentu, co oznaczałoby otworzenie nowej sesji w ciągu pięciu dni. W nowej sesji precedens na który powołał się Bercow nie miałby zastosowania.
Barclay uznał jednak, że wobec podziałów w społeczeństwie, jakie wywołał brexit angażowanie w spór królowej "nie byłoby krokiem naprzód".
Sekretarz ds. brexitu przyznał również, że dziś już wiadomo, iż do brexitu nie dojdzie 29 marca, jak obiecywała May. - Nie chcę przesunięcia (daty brexitu), ale w obecnej sytuacji będziemy potrzebowali czasu na przyjęcie przepisów związanych z umową brexitową - podkreślił.