Liczba ofiar koronawirusa w Stanach Zjednoczonych zbliża się do 10 tys. Zakażonych jest ponad 337 tys. Amerykanów. Epicentrum epidemii jest w stanie Nowy Jork, w samym mieście zmarło ponad 3 tys. osób.
Dr Anthony Fauci, członek grupy zadaniowej stworzonej przez prezydenta Donalda Trumpa do walki z koronawirusem, ostrzegł przed zbliżającą się "eskalacją" epidemii. - Amerykanie powinni przygotować się na "zły tydzień" - powiedział.
- Nie powiem, że mamy to pod kontrolą. To byłoby fałszywe stwierdzenie - dodał.
Jeszcze mocniejszych słów użył główny chirurg Stanów Zjednoczonych, Jerome Adams. - To będzie najtrudniejszy i najsmutniejszy tydzień w życiu Amerykanów - ocenił. - To będzie nasz Pearl Harbor, nasz 11 września, tylko nie będzie miał konkretnej lokalizacji - dodał.
Pierwszym dużym ogniskiem epidemii koronawirusa był targ z owocami morza w Wuhan, który władze zamknęły 1 stycznia w związku z rozpowszechnianiem się choroby.
Na początku stycznia władze Chin oficjalnie przyznały, że zachorowania w Chinach powoduje nowy wirus z rodziny koronawirusów - wirusów odzwierzęcych (inne znane wirusy z tej rodziny to m.in. SARS i MERS).
Istnieje hipoteza, że wirus przeniósł się ze zwierząt na człowieka w wyniku jedzenia mięsa dzikich zwierząt: nietoperzy, węży lub łuskowców.
Objawy COVID-19, choroby wywoływanej przez koronawirus to gorączka, kaszel, ból mięśni, osłabienie. W ponad 80 proc. przypadków przebieg choroby jest łagodny i przypomina przebieg grypy. WHO szacuje śmiertelność nowego koronawirusa na poziomie ok. 3,4 proc. (w przypadku grypy - 0,1 proc.).
W grupie podwyższonego ryzyka w związku z epidemią koronawirusa są osoby starsze lub cierpiące na choroby przewlekłe. Zarażenie się wirusem ma natomiast zwykle bardzo łagodny przebieg u dzieci.
