– Jula! W telewizji powiedzieli, że naruszyłaś porządek publiczny. Zła dziewczynko, jestem dumny z ciebie! – krzyknął Aleksiej Nawalny do żony, gdy wprowadzono go na salę rozpraw. Opozycjonista został oskarżony o naruszenie warunków wyroku w zawieszeniu: niemeldowanie się na policji. A w 2014 roku skazano go na 3,5 roku więzienia.

Teraz sąd zamienił mu wyrok w zawieszeniu na bezwzględne pozbawienie wolności. Mimo powagi posiedzenia sędzia nie wytrzymała, czytając uzasadnienie, i kilka razy się zaśmiała, nie wiadomo jednak dlaczego. Być może ją też znudziło odczytywanie długiego dokumentu.

Dowiedz się więcej: Aleksiej Nawalny skazany na 3,5 roku kolonii karnej

Walka z ciemnością

Okolice moskiewskiego sądu, w którym rozpatrywano jego sprawę, wyglądały jak w czasie oblężenia. Oddziały specjalne policji zablokowały kilka okolicznych kwartałów. Wszędzie na podwórkach parkowały policyjne budy aresztanckie. Władze miejskie zmieniły trasy kursowania kilku linii autobusowych, by nie przeszkadzały one ewentualnej akcji policji.

Ale obstawa była tak gęsta, że pod samym budynkiem nie doszło do żadnych manifestacji zwolenników opozycjonisty. Za to w drodze ze stacji metra na miejsce policja aresztowała ponad 300 osób – tylko za to, że szły w kierunku gmachów sądu. Nie wiadomo, co się z nimi stanie, bowiem wszystkie moskiewskie areszty są zapchane złapanymi jeszcze podczas niedzielnej manifestacji. Część z nich trzymana jest nadal w aresztanckich budach, bo w celach nie ma miejsc.

– Żaden gmach sądu nigdy nie był tak pilnowany. W czasie żadnego procesu, a pamiętam sprawę przeciw miliarderowi Michaiłowi Chodorkowskiemu w 2005 roku – zauważył jeden z rosyjskich dziennikarzy.

– Estetyką przypominało mi to serial „Mandalorian" albo „Wojny gwiezdne". Wyglądało jak film o walce ciemności ze światłem – powiedział dziennikarzom o stojących pod sądem szeregach policji (zwanych w Moskwie „kosmonautami" z powodu swych ochronnych zbroi) mieszkający w Warszawie rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew.

Do środka nie wpuszczano nawet adwokatów, którzy przyszli na inne rozprawy. Ale na sądowy dziedziniec wjechało jednak osiem samochodów na dyplomatycznych rejestracjach, w tym z ambasad USA, Polski, Litwy, Austrii. Dyplomaci przybyli, by obserwować proces. Nie wpuszczono ich na salę, jednak urządzono transmisję telewizyjną z rozprawy w sąsiednim pomieszczeniu.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Mimo to przedstawicielka rosyjskiego MSZ gwałtownie zareagowała na ich przyjazd. „Obecność dyplomatów na procesie to samozdemaskowanie się Zachodu i ingerencja w wewnętrzne sprawy" – napisała Maria Zacharowa na Twitterze. „Martwią się losem milionów (chodzi chyba o miliony dolarów – przyp. red.) wpompowanych w sprzeczną z prawem działalność na rosyjskim terytorium" – dodała. Iwan Żdanow, dyrektor Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego, nazwał te wypowiedzi „histerycznymi".

Kremlowskie tajemnice

Tuż przed rozprawą doszło do tajemniczych przetasowań w sądzie: nagle zmieniono sędzię prowadzącą rozprawę. – Na tle naszego sądownictwa prowadząca zachowywała się bardzo porządnie: dopuszczała obronę do głosu – dziwiła się szefowa organizacji Ruś Siedząca Olga Romanowa.

Doprowadziło to do gwałtownych wystąpień Nawalnego. – Śmiertelnie go obraziłem tym, że przeżyłem otrucie – mówił o swoim prześladowcy Władimirze Putinie.

Do końca nie wiadomo było, jaki wyrok zapadnie. Opozycjoniści i część ekspertów nie miała wątpliwości, że było to związane z wahaniem jednego człowieka. – Kładą mu na biurku tekturowe teczki, w których są opisane różne warianty rozwoju sytuacji w zależności od podjęcia jakichś decyzji. A on nie może się zdecydować, co robić, i odpowiednią teczkę pokazuje w ostatniej chwili – mówił Żdanow o Władimirze Putinie. Nikt bowiem nie wątpi, że wyrok został wskazany osobiście przez szefa państwa.

– Znana jest nieumiejętność systematycznej pracy obecnego prezydenta – dodaje politolog Gleb Pawłowskij, który w poprzedniej dekadzie współpracował z Kremlem.