– Rosja jest jedynym gwarantem bezpieczeństwa na Kaukazie i w regionie – oświadczył w piątek rosyjski prezydent, odpowiadając na pytanie dziennikarzy, czy Moskwa zgodziłaby się na rozmieszczenie w rejonie konfliktu międzynarodowych sił pokojowych.
Dmitrij Miedwiediew mówił, że Rosja nie jest przeciwna siłom pokojowym, ale to na niej spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w tej części świata i nie zamierza się od niego uchylać. O pozytywnej roli rosyjskich sił pokojowych świadczyć mają doświadczenia ostatnich kilkunastu lat. Prezydent Rosji podkreślał, że Moskwa nie ma sobie nic do zarzucenia. Zapowiedział, że jego kraj będzie postępował dokładnie tak, jak do tej pory. Całą winę za wywołanie konfliktu zrzucił na Gruzję, oświadczając kolejny raz, że to ona rozpoczęła działania wojenne.
– Wina leży zapewne po obu stronach – odparła kanclerz Angela Merkel. Stwierdziła wyraźnie, że Rosja zareagowała przesadnie na wydarzenia w Gruzji. – Było to najostrzejsze ze sformułowań, których użyła Merkel – oceniły niemieckie media.
Kanclerz opowiedziała się za realizacją planu wynegocjowanego przez prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego i za rozmowami na temat trwałego uregulowania konfliktu. Unikała tonów otwarcie konfrontacyjnych, zgodnie z linią polityki Berlina wobec Rosji, z którą Niemcy łączą oficjalnie więzi strategicznego partnerstwa. O partnerstwie nie było jednak w Soczi mowy.
Merkel nalegała na uznanie przez Rosję suwerenności i nienaruszalności terytorialnej Gruzji. Miedwiediew miał co do tego wątpliwości. Powoływał się na przykład Kosowa.