Włoscy politycy i media uważają, że francuski prezydent wymierzył Włochom policzek. Oprócz komunistów i zielonych nikt nie może zrozumieć, dlaczego lewaccy terroryści, którzy w latach 1972 – 1986 zabili ponad 130 osób, traktowani są we Francji z taką wyrozumiałością, a tamtejsza lewica robi wszystko, by uniknęli odpowiedzialności.
W 1985 r. prezydent Francois Mitterrand oferował im azyl, z którego skorzystało ponad 500 terrorystów. W 2003 r. ministrowie sprawiedliwości obu krajów Roberto Castelli i Domenique Perben porozumieli się w sprawie ekstradycji kilkunastu winnych najcięższych zbrodni. Ale gdy rok później rozpoczęła się procedura ekstradycyjna winnego co najmniej czterech mordów Cesare Battistiego, popularnego we Francji autora kryminałów, protestom nie było końca. W końcu Francuzi pomogli mu uciec do Brazylii.
Nie inaczej było z Mariną Petrelli, która ma na sumieniu zabójstwo wiceszefa rzymskiej policji, udział w wielu porwaniach, w tym Aldo Moro, i napady na banki. W areszcie spędziła cztery lata, a gdy skazano ją w 1993 r. na dożywocie, zbiegła do Francji. Kiedy ją aresztowano w zeszłym roku, francuska lewica rozpoczęła protesty. A kiedy miała być wydalona do Włoch, Sarkozy wstrzymał deportację, powołując się na względy humanitarne. Nie ukrywał, że decyzję podjął pod wpływem żony i szwagierki.
Włoskie media i rodziny ofiar Czerwonych Brygad zastanawiają się nad rolą dwóch pań we Francji, skoro ich opinia okazała się ważniejsza od wyroków francuskiego sądu i dekretu rządu nakazującego deportację. Bruno Bernardi, szef stowarzyszenia ofiar terroryzmu i mafii Civitas Domus, pyta, dlaczego Sarkozy nie zasięgnął ich opinii. Politycy rządzącej koalicji i niemal cała włoska prasa uważają, że Włochy zostały potraktowane jak kraj, który nie przestrzega praw człowieka i nie jest w stanie zapewnić opieki chorym więźniom. Media przypominają, że niemal wszyscy terroryści z Czerwonych Brygad są na wolności albo wracają do więzienia tylko na noc.
Prokurator generalny Giancarlo Caselli podkreślał w rozmowie z „Rz“, że Francuzi nie wiedzą nic o „latach ołowiu“. Jego zdaniem francuscy intelektualiści traktują członków brygad jak romantycznych bohaterów. Przestrzega, że to niebezpieczne. Przypomina, że Nowe Czerwone Brygady, powołując się na ideologię poprzedników, zabiły w 1999 r. rządowego eksperta prawa pracy prof. Massimo Dantonę, a trzy lata później jego następcę prof. Marco Biagiego. Sprawców ujęto. W 2007 r. aresztowano 15 osób, które planowały zamachy m.in. na Silvia Berlusconiego.