Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro wielokrotnie oskarżał politycznych przeciwników - zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej - o podejmowanie prób zbrojnego obalenia go.
Krytycy obecnych władz Wenezueli uważają jednak, że takie oskarżenia są jedynie pretekstem do represji wobec opozycji.
Z informacji przekazanych w niedzielę przez władze Wenezueli wynika, że grupa najemników wylądowała w niedzielę na wybrzeżu, ok. 32 km od stolicy kraju, Caracas. O wtargnięciu na teren Wenezueli najemników poinformował w telewizyjnym wystąpieniu szef MSW kraju, Nestor Reverol.
- Próbowali dokonać inwazji z morza, grupa terrorystów-najemników z Kolumbii, która chciała się dopuścić aktów terroru w kraju, zamordować przywódców rewolucyjnego rządu - relacjonował Reverol.
Minister obrony kraju, Vladimir Padrino twierdzi, że jedna z motorówek, którą poruszali się najemnicy została zatopiona, a marynarka wojenna kraju poszukuje obecnie na wybrzeżu osób, które płynęły nią i mogły dostać się na brzeg.
Lider opozycji, uznawany przez ok. 50 państw świata za prezydenta Wenezueli, Juan Guaido skomentował te doniesienia twierdząc, że władza chce w ten sposób odciągnąć uwagę m.in. od krwawych zamieszek w więzieniu, do których doszło w piątek i od bitwy gangów w Caracas w sobotnią noc.
Departament Stanu w USA również wyraził wątpliwość co do przedstawionej przez Caracas wersji wydarzeń.
Rzeczniczka amerykańskiej dyplomacji podkreśliła, że "reżim Maduro często wykorzystuje dezinformację w celu odciągnięcia uwagi od tego, jak źle zarządza Wenezuelą".
MSZ Kolumbii oświadczył, że jakiekolwiek stwierdzenia dotyczące udziału Kolumbii w rzekomym wtargnięciu najemników do Wenezueli są "pozbawione podstaw" i mają odciągnąć uwagę od "prawdziwych problemów, z jakimi borykają się Wenezuelczycy".