– Do dzisiaj Rosja odróżniała się od innych krajów „jądrowej piątki” maksymalnym utajnieniem swego planowania wojskowego. To niezbyt sprzyjało strategicznej stabilności – stwierdził rosyjski ekspert Ilia Kramnik.

Jednak publikacja putinowskiego dekretu nie rozwiała dotychczasowych wątpliwości w sprawie sposobów użycia rosyjskiej broni atomowej, pojawiły się za to nowe.

Mistrzowie aluzji

Poprzedni dekret „Podstawy państwowej polityki Rosyjskiej Federacji w dziedzinie atomowego powstrzymywania” – w którym opisano „warunki określające możliwość użycia broni atomowej” – podpisał w 2010 roku ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew. Były szef sztabu Rakietowych Wojsk Strategicznych, generał Wiktor Jesin wyjaśniał, że wcześniej taki dokument „był aneksem do doktryny wojennej, nie był tajny, ale też go nie publikowano”.

Ponieważ miedwiediewowskie „Podstawy” były ważne dziesięć lat, teraz Putin opublikował swoje. Ponieważ wcześniejsze nadal są tajne, nie wiadomo, jakie zmiany wprowadził obecny prezydent.

Obecny dokument określa cztery sytuacje, w których Rosja użyje swojej broni atomowej:

– „nadejście wiarygodnej informacji o starcie balistycznych rakiet atakujących terytorium Rosji i/lub jej sojuszników”

– „użycie przez przeciwnika broni atomowej lub innych rodzajów broni masowej zagłady przeciw Rosji lub jej sojusznikom”

– „działania przeciwnika przeciw krytycznie ważnym państwowym i wojskowym obiektom, których unieruchomienie uniemożliwiłoby atomowy odwet”

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

– „agresję przeciw Rosji za pomocą broni konwencjonalnej, gdy zagrożony zostanie byt państwa”.

Nikt na razie nie zastanawiał się, o jakich sojuszników Putinowi chodzi. Prawdopodobnie rzecz dotyczy pięciu członków Organizacji Układu o Zbiorowym Bezpieczeństwie: Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgizji i Tadżykistanu. To w ich obronie Moskwa gotowa byłaby użyć broni atomowej.

Największe zainteresowanie wzbudziły pierwszy i trzeci punkt dekretu – jako coś nowego. Przy „nadejściu informacji o starcie rakiet balistycznych” eksperci wskazywali, że pociski mogłyby być uzbrojone w broń konwencjonalną, a to znaczy, że Moskwa odpowiedziałaby uderzeniem jądrowym na zwykły atak. – Nikt nie będzie się bawił w określanie, jaka głowica jest na rakiecie, która nam zagraża! – żachnął się w odpowiedzi jeden z wojskowych.

W trzecim punkcie natomiast niektórzy zauważyli, że „pod takie sformułowanie może podpadać również silny atak hakerski na infrastrukturę Rakietowych Wojsk Strategicznych” i wtedy także Rosja odpowiedziałaby uderzeniem jądrowym. „W amerykańskiej doktrynie jest prawo odpowiadania na komputerową dywersję przeciw ważniej infrastrukturze cywilnej i wojskowej wszelkimi środkami” – bronili się rosyjscy wojskowi, sugerując, że i Waszyngton gotów jest rzucić bombę atomową na hakerów.

Kto pierwszy

– Obecny dokument nie określa wielkości pierwszego uderzenia, na które miałaby odpowiadać Rosja – zauważył jeden z ekspertów Wiktor Murachowskij.

To zaś jest podobno odpowiedzią na amerykańskie doktryny powstałe po 2014 roku. USA uważają, że „Rosja w swym planowaniu wojskowym przewiduje atomową eskalację dla osiągnięcia zwycięstwa”. W NATO nazywane to jest „escalating – deescalating”. Wojskowi sojuszu przewidują, że w przypadku ewentualnego konfliktu konwencjonalnego z Rosją (w Europie, głównie na terenie państw bałtyckich, ale i w Polsce), gdy rosyjska armia zacznie przegrywać, jej generałowie użyją taktycznej broni atomowej. Stąd też amerykańska armia zaczęła zastanawiać się nad skonstruowaniem niewielkich ładunków jądrowych i różnych broni precyzyjnych, by być gotową do prowadzenia „ograniczonej wojny atomowej dla neutralizacji rosyjskiej doktryny”.

Mimo iż Moskwa wielokrotnie zaprzeczała, by szykowała się do takiego rodzaju konfliktu, obecny dokument nie rozwiewa wątpliwości, wręcz przeciwnie. Wśród zasad rosyjskiej polityki już w trakcie ewentualnego konfliktu wymieniono w nim „niedopuszczenie eskalacji działań wojennych i ich przerwanie na warunkach Rosji i/lub jej sojuszników” – co niektórzy eksperci traktują rozszerzająco jako gotowość do użycia broni atomowej dla wygrania niewielkiego konfliktu konwencjonalnego.

Dotyczy Polski

W opublikowanym dokumencie są też punkty bezpośrednio dotyczące Polski. Wśród „głównych wojskowych zagrożeń, które mogą przerosnąć w niebezpieczeństwa (w tym agresji)” jest „rozbudowa zgrupowań wojskowych na sąsiadujących z Rosją i jej sojusznikami terytoriach” oraz „tworzenie przez państwa, które uważają Rosję za potencjalnego przeciwnika, systemów obrony przeciwrakietowej”.

Jednocześnie wymienianie w dekrecie sojuszników Rosji rozciąga geograficznie obszar zainteresowań generałów Kremla i pozwala objąć również Turcję – graniczy z nią sojusznicza Armenia.