Czas najwyższy, aby oddać w Berlinie cześć Ronaldowi Reaganowi. Właśnie przypada 100. rocznica jego urodzin – twierdzi Karl Theodor zu Guttenberg, minister obrony RFN. Od dwóch miesięcy wygłasza on na ten temat przemówienia, wychwala zasługi 40. prezydenta USA i proponuje umieszczenie tablicy pamiątkowej w pobliżu Bramy Brandenburskiej.
Dokładnie tam, gdzie w czerwcu 1987 roku Reagan wygłosił słynny apel skierowany do władcy Kremla. – Panie Gorbaczow, niech pan otworzy tę bramę i zburzy ten mur – powiedział, niemal opierając się plecami o mur berliński. Dwa i pół roku później Gorbaczow nie interweniował, gdy mur rzeczywiście padał. Dla zu Guttenberga jest to wystarczający powód, aby uhonorować zmarłego siedem lat temu prezydenta.
Decyzja należy jednak do władz Berlina, które nie mówią głośno „nie”, ale ignorują wszelkie tego rodzaju pomysły. – To głupota i wyraz ideologicznego niezdecydowania – mówi minister obrony, zapewniając, że ma poparcie kanclerz Angeli Merkel. Berlinem rządzi jednak SPD w koalicji z postkomunistami, a ci nie kryją swego dystansu do Ronalda Reagana jako „zimnowojennego polityka”.
– W Niemczech nie została doprowadzona do końca debata na temat tego, czy to Reagan przyczynił się w większym stopniu do obalenia muru niż Gorbaczow – zwraca uwagę prof. Hajo Funke z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.
Jednak postkomuniści nie mają żadnych złudzeń i noszą Gorbaczowa na rękach, jak zresztą większość obywateli Niemiec. Kierując się tymi sympatiami, należałoby więc uhonorować miejscem pamięci Gorbaczowa, pierwszego (i jedynego) przywódcę ZSRR, który został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.