Szef Rady Naczelnej nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi od miesiąca przebywa w areszcie śledczym. Jest oskarżony o obrazę prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki w artykułach pisanych dla „Gazety Wyborczej". W czwartek wieczorem w prywatnym blogu Poczobuta, a także na portalu Biełorusskij Partizan ukazał się jego list z aresztu. Wynika z niego, że został napisany 24 kwietnia. Dziękując za wielką liczbę listów z poparciem, które dostaje, dziennikarz ujawnił, że z niecierpliwością czeka na proces. „To będzie bardzo wesołe, wręcz komediowe wydarzenie" – prognozuje Poczobut, zaznaczając wszakże, że nie ma złudzeń co do tego, iż rozprawa sądowa zakończy się wyrokiem skazującym. „Ale to jest właśnie ten przypadek, kiedy ważniejszy będzie nie wyrok, lecz sam proces" – podkreśla.

Kiedy rozprawa Poczobut nie podaje nawet wstępnej daty rozpoczęcia procesu. Tymczasem rozgłośnia Radio Swaboda cytuje pierwszego sekretarza polskiej ambasady w Mińsku Pawła Marczuka, który powołując się na adwokata Poczobuta, sugeruje, że pierwsza rozprawa może się odbyć już za dwa tygodnie. – Rzeczywiście, były takie sugestie ze strony prowadzących śledztwo, ale to już nieaktualne – mówi „Rz" obrońca dziennikarza Aleksander Biryłau. Dodaje, że sąd oddalił jego wniosek o wypuszczenie Poczobuta z aresztu śledczego, by mógł odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. – Uzasadnienie jest takie samo jak w postanowieniu o jego aresztowaniu. Czyli że Poczobut może się ukryć przed wymiarem sprawiedliwości lub zakłócać tok śledztwa – mówi Biryłau. Poczobut został aresztowany 6 kwietnia podczas próby wyjazdu z Grodna do Mińska. Miał uczestniczyć w telekonferencji z posłami Parlamentu Europejskiego. Zdaniem adwokata odmowa wypuszczenia Poczobuta z aresztu oznacza, że pozostanie w nim do rozpoczęcia procesu. Według obrońcy zgodnie z procedurą śledczy przed rozpoczęciem procesu powinni przedstawić Poczobutowi ostateczny akt oskarżenia. – Potem będzie czas na zapoznanie się z materiałami sprawy, a następnie trafi ona do sądu, który wyznaczy termin rozprawy – podkreśla. W rozmowie z „Rz" adwokat zaznacza, że Poczobutowi jak dotąd nie zmieniono kwalifikacji rzekomo popełnionego przez niego przestępstwa. Grozi mu do dwóch lat więzienia. Prokuratura może go jednak oskarżyć nie tylko o obrazę, lecz także o zniesławienie prezydenta Białorusi, za co grożą nawet cztery lata kolonii karnej.

Pobity na komendzie Prześladowania Poczobuta przez władze Białorusi, przedtem niejednokrotnie karanego za działalność społeczną, nasiliły się po wyborach prezydenckich 19 grudnia zeszłego roku. W dniu wyborów został on zatrzymany podczas manifestacji opozycji w Mińsku, choć był na niej jako korespondent „Gazety Wyborczej". Za udział w nielegalnej demonstracji Poczobut odsiedział 15 dni w areszcie. Wcześniej został pobity w grodzieńskiej komendzie KGB, a podczas rewizji w jego mieszkaniu zabezpieczono „na poczet możliwej kary" część mienia dziennikarza.

Skromny prezent na urodziny Sam Poczobut uważa, że proces karny przeciwko niemu to zemsta za działalność w Związku Polaków na Białorusi oraz za pracę dziennikarską. Gdy latem zeszłego roku ze stanowiska prezesa ZPB odeszła Andżelika Borys, jej miejsce zajęła Andżelika Orechwo. Od tego czasu Andrzej Poczobut zaczął pełnić kluczową rolę w nieuznawanej przez Mińsk organizacji białoruskich Polaków. Andrzej Poczobut ma żonę, dziesięcioletnią córkę i zaledwie rocznego synka. W areszcie śledczym obchodził 38. urodziny. „Dostałem nawet skromny prezent od współwięźniów" – napisał w liście do internautów czytających jego blog.

Andrzej Pisalnik z Grodna

Procesy opozycjonistów nabierają tempa

W Mińsku trwają procesy opozycyjnych kandydatów na prezydenta i ich zwolenników, którym postawiono zarzuty, iż podczas grudniowej demonstracji wywołali zamieszki i zakłócili porządek publiczny. Proces najgroźniejszego rywala Aleksandra Łukaszenki w wyborach Andreja Sannikaua i czterech innych opozycjonistów trwa już sześć dni.

W piątek sąd przesłuchał kolejnych świadków oskarżenia i obrony. – Hańba! – krzyczeli obecni na sali bliscy oskarżonych i zwolennicy Sannikaua, gdy milicjanci chcieli złożyć obciążające oskarżonych zeznania. Za okrzyki zostali wydaleni z sali sądowej. Zdaniem niezależnych obserwatorów oskarżeniu nie udaje się przedstawić przekonujących dowodów na to, że 19 grudnia w Mińsku doszło do masowych zamieszek. Sannikauowi grozi za ich organizację 15 lat kolonii karnej. W toczącym się równolegle od dwóch dni procesie innych opozycyjnych kandydatów na prezydenta Uładzimira Nieklajeua, Witala Rymaszeuskiego i ich zwolenników prokuratura stara się udowodnić, że przyczynili się oni do zakłócania porządku publicznego. Nieklajeu został ciężko pobity przez „nieznanych sprawców" i zawieziony do szpitala jeszcze przed rozpoczęciem opozycyjnej mani- festacji. Miało to miejsce pół godziny przed zakończeniem wyborów.

We wcześniejszych, już zakończonych, procesach uczestników powyborczej manifestacji mimo wątpliwych dowodów winy sąd ogłaszał wyroki od dwóch do czterech lat kolonii karnej.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już dziś, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej