Dane o kontach białoruskich opozycjonistów ujawniła prokuratura w Warszawie. Zrobiła to, gdyż władze w Mińsku poprosiły o „pomoc prawną" w sprawie Alesia Bialackiego, który już od tygodnia przebywa w areszcie. Opozycjonista trafił tam m.in. dzięki podobnej nadgorliwości Litwinów. Jest oskarżony o ukrywanie dochodów, choć w rzeczywistości szef Centrum Praw Człowieka „Wiasna" zbierał pieniądze na działalność organizacji.
Jak tłumaczy prokuratura, we wniosku złożonym przez Białorusinów zabrakło informacji o działalności opozycyjnej Bialackiego.
Zrujnowany wizerunek
– To niewyobrażalny skandal. Kiedy o tym usłyszałem, wprost nie chciałem wierzyć. A kiedy okazało się to prawdą, mogę tylko powiedzieć, że jestem zdruzgotany – mówi „Rz" Robert Tyszkiewicz (PO), wiceszef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, a zarazem przewodniczący parlamentarnego zespołu do spraw Białorusi. – To tak, jakby państwa Zachodu przekazały reżimowi Jaruzelskiego dane dotyczące tajnych kont „Solidarności". To się nie miało prawa zdarzyć – podkreśla.
Według Agnieszki Romaszewskiej, szefowej nadającej na Białoruś Telewizji Biełsat, przekazanie takich danych Białorusinom świadczy o bezmiarze bezmyślności i głupoty urzędników. – Aż trudno to komentować. Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała. Jeszcze niedawno mówiłam, że w Polsce byłoby to niemożliwe – mówi „Rz".
Politycy wszystkich opcji mówili, że ta sprawa ruinuje wizerunek Polski jako kraju wspierającego demokrację. Zewsząd podniosły się głosy żądające od prokuratury wyjaśnień. Tyszkiewicz zapowiada też, że w przyszłym tygodniu będzie się domagać zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych, razem z przedstawicielami Prokuratury Generalnej, MSZ i Ministerstwa Sprawiedliwości. – Będziemy żądać wyciągnięcia surowych konsekwencji. Białoruskich przyjaciół pozostaje mi zaś przeprosić – mówi.