Sprawna machina propagandowa rosyjskiej telewizji przez 3 godziny i 50 minut imitowała bezpośrednią dyskusję prezydenta z Rosjanami, łącząc go z najodleglejszymi zakątkami kraju. Rekord jednak nie padł – najdłuższa „bezpośrednia linia z Władimirem Putinem" była w 2013 roku i trwała 4 godziny i 47 minut.

– Obecna nie różniła się specjalnie od poprzednich, bo na podobnych imprezach poruszany jest w przybliżeniu jednakowy zestaw problemów: niskie pensje, emerytury, wzrost cen, ochrona zdrowia, a teraz jeszcze epidemia – uważa Denis Wołkow z socjologicznego ośrodka Centrum Lewady.

W trakcie transmisji jedynie jeden mieszkaniec Petersburga wyszedł na ulicę z plakatem „Władimir Putin – dość kłamstw" i został natychmiast aresztowany.

18. „spotkanie z narodem" różniło się jednak technicznym rozmachem od poprzednich. Ale w jego trakcie zaczęła zanikać łączność prezydenta z pytającymi, szczególnie gdy ci mocno skarżyli się na miejscowe władze. – Jesteśmy obiektem hakerskiego ataku – poinformowała Putina jedna z dwóch dziennikarek prowadzących spotkanie. – Poważnie? – zdziwił się prezydent.

Tak jak wcześniej przewidywali eksperci, sprawy polityki międzynarodowej zajęły niewiele miejsca. – Większości to nie interesuje – uważa Wołkow. Zniknął już entuzjazm sprzed siedmiu lat z powodu aneksji Krymu i idące za tym zwiększone zainteresowanie polityką zagraniczną.

Ale i tak Putin zaczął od dywagacji na temat Ukrainy: – Uważam, że Ukraińcy i Rosjanie to jest jeden naród.

Obecne problemy ukraińsko-rosyjskie upatruje nie w swojej agresji na sąsiada, ale w tym, że „przez wieki pod działaniem czynników zewnętrznych rozdrabniano naród ruski". – Jeszcze od średniowiecza zajmowała się tym Rzeczpospolita, a potem Austro-Węgry – mówił, budząc prawdopodobnie zgrozę wśród historyków. W średniowieczu bowiem Rzeczpospolita nie istniała, tak jak i pojęcie narodu. A o ukraińskim narodzie jako o „austriackiej intrydze" mówili w XIX wieku zarówno rosyjscy arystokraci, jak i polscy ziemianie z Galicji.

Nie chciał zrozumieć

Jednocześnie oskarżył obecne ukraińskie władze o dyskryminowanie Rosjan, gdyż w złożonym do parlamentu przez prezydenta Zełenskiego projekcie ustawy o „ludności rdzennej" nie ma o nich mowy. – Doprowadzi to do emigracji, wyrzekania się narodowości (przez Rosjan – red.) – przewidywał.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Wcześniej część ekspertów usiłowała wytłumaczyć Putinowi, że ustawa – zalecana przez ONZ, który w 2007 roku przyjął „Deklarację o rdzennych narodach" – dotyczy jedynie małych etnosów, na Ukrainie na przykład Tatarów krymskich. Jednym z warunków zaliczenia do takich nad Dnieprem jest „brak własnej państwowości poza granicami Ukrainy". Najwidoczniej jednak Putin nie chciał zrozumieć tłumaczeń.

Na pytanie, czy mógłby spotkać się z prezydentem Zełenskim, odpowiedział: – A o czym miałbym z nim rozmawiać? Oddał kraj pod zewnętrzny zarząd, decyzje (o Ukrainie) podejmuje się w Waszyngtonie, a częściowo w Berlinie i Paryżu. W końcu jednak uspokoił się: – Mimo wszystko nie rezygnuję z takiego spotkania.

Potem uspokoił też innych, gdy zapewnił, że w czasie rejsu brytyjskiego niszczyciela „Defender" u wybrzeży okupowanego Krymu „świat nie stał u progu trzeciej wojny światowej". – Nawet gdybyśmy go zatopili, to i tak nie byłoby na krawędzi wojny – dodał. Jednocześnie poskarżył się, że gdy on kazał wycofać się rosyjskim wojskom znad granicy Ukrainy („wielki szum się podniósł"), to NATO „zaczęło prowadzić wojskowe oswajanie terytorium Ukrainy".

Najwięcej czasu zajęły mu jednak sprawy socjalne. Próbował m.in. wyjaśnić jednej z pytających, dlaczego w jej miejscowości „banany z Ekwadoru są tańsze od rosyjskiej marchewki i ziemniaków". Zdaniem prezydenta to wina „nieurodzaju i sytuacji na światowych giełdach", chyba jednak nie przekonał tym widzów.

Podczas 18. „rozmowy z narodem" widać już było rutynę w jej przygotowaniu i prowadzeniu. Wywoływani „przypadkowi" rozmówcy zwracali się do Putina wyuczonymi oświadczeniami, część wypowiedzi była wcześniej nagrana. Jeden z pytających, by nie urazić prezydenta, nazywał opozycjonistę Aleksieja Nawalnego „niemieckim pacjentem" – tak, jak putinowskiego więźnia określa kremlowska propaganda. Telewizyjne łączenie z remizą strażacką w odległym zakątku Syberii pokazało oddział strażaków w odprasowanych mundurach, gotowy do „zaskakującej" rozmowy.

Autor i twórca

Mimo że skarg na działania miejscowych władz nadal było dużo, prezydent starał się, jak mógł, unikać ich krytykowania. „Porozmawiamy z nimi", „rozwiążemy problem wspólnie z nimi" – mówił najczęściej. Widać było, że nie chce antagonizować żadnej części ogromnego – i coraz bardziej samodzielnego – aparatu władzy przed zbliżającymi się wrześniowymi wyborami parlamentarnymi.

Przyznał, że będzie w nich popierał Jedną Rosję, którą jedna z prowadzących dziennikarek nazwała „partią władzy". – Byłem autorem, twórcą tej partii – wyjaśniał, dlaczego uparł się wspierać ugrupowanie tracące popularność m.in. z powodu serii skandali korupcyjnych.