Vojislav Szeszelj po nagłym zwolnieniu z haskiego aresztu pojawił się w środę w Belgradzie. Na lotnisku witał go tłum dawnych towarzyszy z Serbskiej Partii Radykalnej i młodych zwolenników wielkoserbskiego nacjonalizmu.
60-letni obecnie przywódca szowinistów z czasów wojny bałkańskiej przebywał w areszcie haskiego trybunału ds. zbrodni w byłej Jugosławii od 2004 r. Naczelny ideolog Wielkiej Serbii został oskarżony o sianie nienawiści narodowej, podburzanie do wojny i okrutnych czystek etnicznych prowadzonych przez serbskie wojsko oraz bojówki w Bośni i Chorwacji.
Wyrok w jego sprawie był oczekiwany już w ubiegłym roku, jednak z powodu zmiany stronniczego sędziego rozprawę przełożono na rok 2015. Oczekujący na proces Szeszelj uzyskał nagle czasowe zwolnienie z aresztu z powodu kłopotów zdrowotnych.
Przybycie Szeszelja do Serbii okazało się kłopotliwe politycznie. Przypomniało bowiem, że zarówno premier Aleksandar Vucić, jak i prezydent Tomislav Nikolić byli członkami jego partii. Dopiero w 2008 r. założyli własną Partię Postępową, która obrała kierunek proeuropejski i wygrała wybory. Szeszelj jeszcze na lotnisku nazwał dawnych kolegów zdrajcami i oświadczył, że powinni zostać odsunięci od władzy.
Wzbudziło to konsternację, jednak rządzący politycy pogratulowali oficjalnie Szeszeljowi powrotu. Premier ograniczył się do życzeń „dobrego zdrowia" i tylko minister spraw zagranicznych Ivica Dacić oświadczył, że idea Wielkiej Serbii to w XXI wieku anachronizm i nie ma mowy o powrocie państwa serbskiego do reprezentowanej przez Szeszelja ideologii.