Reklama

Amerykańskie manewry wojskowe wokół Rosji

Manewry z udziałem 3 tysięcy amerykańskich żołnierzy to znak dla Władimira Putina, gdzie przebiega czerwona linia.

Aktualizacja: 10.03.2015 21:30 Publikacja: 10.03.2015 20:32

Naczelny dowódca sił NATO w Europie generał Philip Breedlove

Naczelny dowódca sił NATO w Europie generał Philip Breedlove

Foto: AFP

Na Łotwie wciąż trwa wyładunek ponad 750 czołgów, pojazdów wojskowych oraz innego sprzętu wojskowego. Armie trzech państw bałtyckich zaplanowały trzymiesięczne manewry. Amerykańscy żołnierze przybędą w przyszłym tygodniu. Po zakończeniu manewrów amerykański sprzęt pozostanie w magazynach wojskowych. – Tak długo, jak będzie potrzeba, aby powstrzymać rosyjską agresję – zapowiada gen. John O'Connor.

W państwach bałtyckich szczególnie głośnym echem odbiły się słowa prezydenta Władimira Putina, który we wrześniu ubiegłego roku zapewniał, że rosyjskie wojska w dwa dni mogą dotrzeć do Tallina, Rygi i Wilna. Do Warszawy zresztą też. Łotwa i Litwa potraktowały je tak poważnie, że przywracają obowiązkowy pobór do wojska. W Estonii istnieje on od dawna.

– Jeżeli Putin ma plany inwazji poza Ukrainą, to na pierwszy ogień pójdzie Mołdawia – przekonuje „Rz" Andres Kasekamp, estoński politolog. Jego zdaniem nie widać żadnych oznak próby destabilizacji w państwach bałtyckich. Okazja była chociażby niedawno w Estonii przy okazji wyborów parlamentarnych. Przebiegły bez incydentów i prorosyjska Partia Centrum zajęła w nich – tak jak poprzednio – drugie miejsce.

Amerykańska obecność wojskowa w państwach bałtyckich jest nie tylko ostrzeżeniem pod adresem Moskwy, ale i wyrazem zdecydowania administracji Obamy. Opiera się ona wprawdzie żądaniom dostaw broni dla armii ukraińskiej, ale nie znaczy to, iż nie jest zdecydowana powstrzymać Putina. – To nic innego jak substytut dozbrojenia Ukrainy – przekonuje Kasekamp.

Amerykańskie czołgi pozostaną w krajach bałtyckich „tak długo, jak będzie trzeba"

Reklama
Reklama

Działania USA na północy kontynentu nie wywołują komentarzy w Berlinie, który był ostatnio, jak pisze „Spiegel", zaalarmowany „agresywną postawą NATO wobec Ukrainy". Tygodnik twierdzi nawet, że jastrzębie z Waszyngtonu pragną storpedować berlińskie inicjatywy dyplomatyczne w sprawie Ukrainy. Powodem zaniepokojenia były niedawne wypowiedzi dowódcy sił NATO w Europie, amerykańskiego gen. Philipa Breedlove'a, który udowadniał, że znaczne siły rosyjskie wkroczyły na Ukrainę. Zdaniem niemieckich służb była to nieprawda. Berlin podejrzewa, że takie i podobne wypowiedzi amerykańskich wojskowych i polityków są częścią kampanii zwolenników dostaw broni na Ukrainę, obliczonej na skłonienie prezydenta Obamy do podjęcia takiej decyzji. Niemcy są temu przeciwne, obawiając się eskalacji konfliktu.

– Amerykanie są generalnie zdania, że dominacja militarna Rosji na polu walki nie może pozostać bez odpowiedzi – przekonuje „Rzeczpospolitą" Kai Olaf Lang ekspert berlińskiej fundacji Nauka i Polityka.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1434
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1433
Świat
„Rzecz w tym”: Polityka siły. Trump zmienia globalne reguły gry
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1431
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama