Media poinformowały dziś, że głośna już na świecie sprawa zabicia symbolu Zimbabwe, lwa Cecila, ma kolejne przykre następstwa. Kłusownicy zabili jego brata i naturalnego następcę, lwa Jericho, który po śmierci Cecila został dominującym samcem na jego terenie.
Do śmierci zwierzęcia miało dojść dziś po południu. Informowano, że lew zginął z rąk miejscowych kłusowników.
O śmierci Jericho poinformował wydział ochrony przyrody na Facebooku. "Z ogromnym niesmakiem i smutkiem musimy poinformować, że Jericho, brat Cecila, został zabity dziś po południu. Mamy złamane serca" - brzmiał komunikat.
Zabicie Cecila wywołało oburzenie na całym świecie. Cecil został zastrzelony podczas nielegalnego polowania przez amerykańskiego dentystę.
Walter James Palmer z Minneapolis twierdzi, że był przekonany, iż uczestniczy w legalnym polowaniu. Za jego zorganizowanie zapłacił pracownikom parku narodowego 50 tysięcy dolarów. Postrzelił zwierzę z łuku, a gdy po kilku godzinach je dobił, odciął mu głowę i obdarł ze skóry.
Internauci domagają się wydania Waltera Palmera Zimbabwe. Petycję w tej sprawie podpisało ponad 100 tysięcy osób, a to oznacza, że władze Stanów Zjednoczonych będą musiały zająć w tej sprawie stanowisko.
Dziennikarska kaczka?
Tymczasem światowe media, zainteresowane losem lwów w Zimbabwe, informują, że Jericho jest cały, zdrowy i ma się dobrze - pisze "The Guardian".
Brent Stapelkamp, naukowiec z parku narodowego, który osobiście zakładał Jericho obrożę z nadajnikiem, twierdzi, że sygnały z GPS wskazują, że zwierzę żyje i ma się dobrze, a komunikat wydziału ochrony przyrody nazwał "charakterystyczną dla tego źródła dezinformacją".
Również "USA Today" podaje, że lokalne organizacje ochrony przyrody podają sprzeczne informacje na temat losów Jericho.
Sprawą zajęło się także CNN i inne media: