Reklama

„Zaginiona forsa”: Pieniądze to nie wszystko

„Zaginioną forsę” ogląda się bezboleśnie, ale brakuje tu tempa i błyskotliwości.
„Zaginiona forsa”: Pieniądze to nie wszystko

Foto: mat.pras.

Można nie kojarzyć go z nazwiska, ale jego twarz zapada w pamięć, zwłaszcza że ze znakomitych występów na drugim planie uczynił swój znak rozpoznawczy. Shea Whigham, bo o nim mowa, grał u największych, na czele z Martinem Scorsesem. Zawsze w tle, nigdy w centrum. Dopiero teraz ten zbliżający się do sześćdziesiątki aktor dostaje swą pierwszą główną rolę. I – jak zwykle zresztą – z zadania wywiązuje się doskonale. Sęk w tym, że „Zaginiona forsa” Jeffreya Reinera, który zjadł zęby na realizacji seriali (choć na koncie ma też kilka pełnometrażówek), to kino co najwyżej średnie.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama