Właściwie wszystko zaczęło się w 2010 r., od premiery „Pasażerki” Mieczysława Wajnberga na festiwalu w Bregencji. Ta opera czekała ponad 30 lat na to, by pojawić się wreszcie na scenie, równie długo na międzynarodowe uznanie czekał jej kompozytor, którego dorobek ceniła dotąd garstka specjalistów. Na nic więcej nie mógł przecież liczyć, tworząc przez lata w zamkniętym dla świata sowieckim imperium, do którego trafił, uciekając we wrześniu 1939 r. z Warszawy przed nazistowską nawałnicą. Sowiecki pogranicznik wpisał mu wtedy do papierów imię Mojsiej.