Mimo iż ponad 86 proc. dorosłych Brytyjczyków otrzymało już co najmniej jedną dawkę szczepionki na COVID-19, kraj boryka się obecnie z falą zakażeń związaną z pojawieniem się w kraju wariantu Delta (B.1.617.2, wariant wykryty po raz pierwszy w Indiach).

W pełni zaszczepionych na Wyspach jest blisko 2/3 dorosłych mieszkańców kraju.

Johnson opóźnił już dzień znoszenia obostrzeń o cztery tygodnie, tak aby dać czas na zaszczepienie większej liczby osób po tym jak pojawiły się ostrzeżenia, że pełne zniesienie obostrzeń może doprowadzić - przy obecności wariantu Delta - do tysięcy zgonów.



Anne Cori, epidemiolog z londyńskiego Imperial College, twórczyni jednego z modeli, który skłonił Johnsona do opóźnienia "dnia wolności" uważa, że jest za wcześnie, aby deklarować, iż kraj może żyć normalnie przy rosnącej liczbie zakażeń.

Jej zdaniem kolejne opóźnienie "dnia wolności" byłoby wskazane.

- Opóźnianie kupuje nam czas - podkreśla.

Ponad 100 naukowców na łamach magazynu "Lancet" nazywa plan Johnsona "groźnym i niedojrzałym" dodając, że strategia, w której rząd godzi się z wysoką liczbą zakażeń jest "nieetyczna i nielogiczna".

Rząd Johnsona podkreśla jednak, że pod uwagę trzeba brać więcej perspektyw, niż tylko tę epidemiczną.

Nowy minister zdrowia, Sajid Javid mówi o aspektach zdrowotnych, edukacyjnych i gospodarczych, które pojawiły się w czasie pandemii i które wymuszają powrót do stanu sprzed pandemii, nawet jeśli będzie to oznaczać 100 tysięcy zakażeń koronawirusem dziennie.

Obecnie w Wielkiej Brytanii wykrywanych jest średnio ponad 25 tysięcy zakażeń dziennie - dziesięciokrotnie więcej niż w połowie maja. Jednocześnie średnia liczba zgonów zakażonych utrzymuje się poniżej 30 od połowy kwietnia. Naukowcy podkreślają, że jest to dowód, iż szczepionki na COVID-19 ratują życie.

Jednocześnie jednak zaczyna rosnąć liczba hospitalizacji - obecnie dziennie do szpitali trafia po ok. 350 zakażonych. To mały odsetek liczby trafiającej do szpitali w poprzednich falach, ale w ciągu tygodnia wzrosła ona o 45 procent.

Główny lekarz Wielkiej Brytanii, Chris Whitty zapewnia, że modele wskazują, iż kolejna fala epidemii nie wywoła takiej presji na system ochrony zdrowia jaka była obserwowana w styczniu.

Tymczasem David Spiegelhalter, kierujący z Uniwersytetu Cambridge mówi, że sytuacja jest delikatna.

- To eksperyment i powinniśmy go tak nazywać - podkreśla, ale dodaje, że szanuje ocenę sytuacji dokonaną przez Whitty'ego i innych, którzy mówią, że "jeśli zamierzamy to zrobić, to jest to właściwy czas".