Patriarcha Cyryl kończy podróż po zachodniej półkuli. Cały świat przyglądał się jej najważniejszej części - spotkaniu w Hawanie z papieżem Franciszkiem w ostatni piątek.

Dziś patriarcha, po postoju w południowym Chile, udał się na Antarktydę, czego nie zrobił nikt z jego poprzedników.

Część mediów rosyjskich, w tym "Komsomolska Prawda", ubarwia historię i pisze, że rosyjski hierarcha odprawi mszę świętą na biegunie południowym.

W rzeczywistości od bieguna będą go dzieliły setki kilometrów. Cyryl przybywa do stacji antarktycznej Bellingshausen, założonej przez radziecką wyprawę prawie pół wieku temu.

Stacja znajduje się na Wyspie Świętego Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych - leżącego znacznie bliżej południowego krańca Ameryki Południowej (Ziemi Ognistej) niż bieguna południowego. Luty jest tam najcieplejszym miesiącem (średnie temperatury nieco ponad 1 stopień C).

Co ciekawe Rosjanie używają innej nazwy wyspy - Waterloo (a nie Świętego Jerzego).

W stacji Bellingshausen jest cerkiew Świętej Trójcy, w której dziś jeszcze patriarcha Cyryl odprawi mszę, głównie dla polarników.

Wizyta w stacji antarktycznej dowodzi, że rosyjska Cerkiew prawosławna prowadzi działalność duszpasterską na wszystkich kontynentach - zasugerował rzecznik patriarchy, co można różnie interpretować.

Decyzja o budowie cerkwi na południowych krańcach globu zapadła w latach 90. Drewnianą świątynie zbudowano w Górnoałtajsku w południowej Syberii. Tam postała rok, oddychając syberyjskim powietrzem. Potem ją rozebrano i w częściach przewieziono - najpierw koleją do Kaliningradu, a potem statkiem na Wyspę Świętego Jerzego. Stawiało ją niewielka ekipa budowlanych w dwa miesiące. Została wyświęcona w 2002 roku.