Władimir Putin podpisał w poniedziałek ustawę dotyczącą „dekryminalizacji pobicia", na temat której od kilku tygodni w Rosji toczy się ostra dyskusja. Wcześniej projekt został przegłosowany przez rosyjski parlament i zaakceptowany przez Radę Federacji. Oznacza to, że wszelkiego rodzaju pobicia, które zostały dokonane po raz pierwszy i nie powodują poważnych obrażeń cielesnych, nie będą się wiązały z odpowiedzialnością karną. Będzie groziło za to najwyżej 15 dni aresztu lub 120 godzin prac społecznych. Odpowiedzialność karna będzie stosowana dopiero wtedy, gdy pobicie się powtórzy. Grozić za to będą nawet dwa lata więzienia.
– Tu chodzi przede wszystkim o to, że rosyjskie więzienia są przepełnione i bardzo dużo ludzi trafia za kratki z byle jakiego powodu. Władze chcą w ten sposób je rozładować – mówi „Rz" Lew Ponomariow, znany rosyjski obrońca praw człowieka. – Powinny były jednak zrobić wyjątek i wprowadzić odpowiedzialność karną za pobicia dokonane przez funkcjonariuszy struktur siłowych. Takie sytuacje bardzo często mają miejsce i prawie zawsze nikt za to nie odpowiada.
Jeden wyjątek jednak jest, ale nie dotyczy on rosyjskich policjantów. Chodzi o przemoc w rodzinie, stosowaną wobec dzieci, małżonków, braci, sióstr, rodziców, dziadków itd. W tych przypadkach niezależnie od obrażeń wszelkiego rodzaju pobicia będą skutkowały nawet dwuletnim pozbawieniem wolności. Wcześniej kwestia przemocy rodzinnej nie była wyraźnie określona przez rosyjskich ustawodawców.
Niespodziewanie to akurat ta część ustawy została skrytykowana przez prawosławne duchowieństwo. Komisja ds. rodziny, obrony matki i dziecka Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej twierdzi, że ustawa „jest sprzeczna z podstawowymi zasadami państwowej polityki rodzinnej i nie uwzględnia tradycyjnych rodzinnych i moralnych wartości rosyjskiego społeczeństwa".
Zdaniem duchownych propozycja rosyjskich parlamentarzystów jest sprzeczna z nauką Cerkwi, ponieważ „prawosławni chrześcijanie mogą mieć różne poglądy na temat wychowania swoich dzieci".