Wielu Polaków zachowało do dzisiaj wizerunek Helmuta Kohla jako jowialnego mężczyznę obejmującego w geście pojednania premiera Tadeusza Mazowieckiego w Krzyżowej w listopadzie 1989 roku. W Niemczech mało kto o tym pamięta. Przez rodaków Kohl został zapamiętany jako wizjonerski polityk, który doprowadził do zjednoczenia Niemiec. Za to jest kochany. Ale na tym właściwie kończą się zasługi tego chadeckiego kanclerza.
[srodtytul]Kwitnący krajobraz[/srodtytul]
“Gdyby nie to, że upadł mur berliński, Kohl byłby dzisiaj traktowany jako kanclerz, który nie ma na swym koncie niczego nadzwyczajnego” – oceniał niedawno “Die Zeit”. Wtedy ostrożny we wszystkim, co robił. kanclerz stanął na wysokości zadania. Zdołał przekonać Michaiła Gorbaczowa, Francoisa Mitterranda, a nawet Margaret Thatcher, że nie należy się obawiać zjednoczonych Niemiec.
Mieszkańców byłej NRD “kupił” złożonymi zdecydowanie na wyrost obietnicami szczęśliwego życia wśród “kwitnących krajobrazów” (jego sztandarowe hasło). Właśnie wtedy przestano go nazywać “gruszką”, który to pseudonim wymyślił dla kanclerza satyryczny magazyn “Titanic”, dopatrując się podobieństwa jego otyłej sylwetki do tego owocu.
[srodtytul]Niewyjaśniona afera[/srodtytul]