– Z mojej 34-osobowej klasy tylko dwie osoby nie skończyły studiów – mówi Annamaria Őstör, która była w klasie o rok niżej od Orbana. Dziś należy do Fideszu i działa w lokalnym samorządzie. Pamięta, że Viktor był bardzo aktywny w życiu szkoły. - Ciągle coś organizował, bardzo interesował go sport, ale prowadziliśmy też dyskusje polityczne, bo na początku lat 80. dokładnie orientowaliśmy się, co się dzieje. Był bardzo lubiany - wspomina. Pamięta dni szkoły, w które bardzo się zaangażował. Uczniowie zamienili się wtedy z nauczycielami na role. - Viktor został wicedyrektorem – mówi pokazując zdjęcia. Orban w marynarce w kratę, na głowie kapelusz. Nie dziwi ją, że wybrał taką drogę i stanie na czele kraju. – Teraz mówi dokładnie to, co wtedy – przyznaje. W Szekesfehervar (nawet mieszkańcy używają skrótu Fehervar) do dziś mieszkają jego rodzice i dwaj bracia. Ojciec jest właścicielem żwirowni, mama - logopedą na emeryturze. Oboje przychodzą na wszystkie lokalne spotkania Fideszu.
[srodtytul]Fan Videotonu FC[/srodtytul]
30 kilometrów dalej, w wiosce Felcsut, Orban ma swój dom. Duży, biały, w wiejskim, tradycyjnym stylu. – Bardzo lubi tu przyjeżdżać, choć cała rodzina mieszka teraz w Budapeszcie - przyznaje Őstör. Żona jest prawnikiem, mają pięcioro dzieci. Niedaleko domu aż siedem - dużych i małych - boisk piłkarskich. To właśnie tu, m.in. na swoim polu, Orban - wielki fan futbolu i aktywny gracz - założył Akademię Piłkarską im. Ferenca Puskasa, nowoczesną szkołę z internatem, która wszechstronnie kształci młodych zdolnych kandydatów na piłkarzy. W ubiegłym tygodniu zjechało tu kilka drużyn z innych krajów Europy. Na międzynarodowy turniej przyjechała nawet młodzieżówka Real Madryt. Sam Orban zagrał na koniec w rekreacyjnym meczu "drużyny oldboyów". - Przepraszam, najpierw muszę sprawdzić wyniki meczu - tak zaczął wywiad, który przeprowadzaliśmy kilka miesięcy temu. Otworzył gazetę i przez kilka minut czytał strony sportowe. W piłkę grał nawet, gdy był premierem. Jest fanem lokalnego klubu Videoton FC, który w 1941 roku założyli pracownicy słynnej w czasach komunizmu fabryki telewizorów i radioodbiorników. Fabryki, w której pracowało 20 tys. ludzi, już nie ma, klub pozostał. - Przyjeżdża na każdy mecz.
Klub jest na pierwszym miejscu ekstraklasy. Jest szansa, że w maju zdobędzie mistrzostwo Węgier – opowiada Andrzej Straszewski, szef lokalnego Klubu Polskiego. Po wygranej w wyborach dla Orbana byłoby to drugie zwycięstwo.
[srodtytul]Chiny zamiast Ikarusa[/srodtytul]
– Tylko Fidesz. To jedyna alternatywa. Reszta to komuniści i bandyci – mówi z przekonaniem poeta Gabor Zsille spotkany na Starówce, której brukowane ulice pamiętają czasy Marii Teresy. W mieście wielkości Kalisza wielu na to liczy, bo jesienią Fidesz wygrałby też wybory samorządowe. Bo naprawiać jest co. - Byliśmy jednym z 10 najszybciej rozwijających się miast w Europie. Jedna po drugiej otwierały się u nas zachodnie fabryki. A teraz uciekają. Ostatnio przetarg na 300 miejskich autobusów wygrali Chińczycy. A przecież w Vehervarze mamy fabrykę Ikarusa! - mówi Őstör. Jak twierdzi, Fidesz jest dziś w opozycji, a ci, którzy rządzą miastem, robią to nieodpowiednio i niegospodarnie. Słynna w całym bloku wschodnim fabryka Ikarusa - największa kiedyś na Węgrzech - przed laty produkowała 13 tysięcy autobusów rocznie. Dziś 200. Przeciwko socjalistom zbuntował się nawet socjalistyczny burmistrz, który złamał dyscyplinę partyjną nie chcąc podpisać budżetu, który zabierał pieniądze szkołom.