Według ostatniego sondażu na Partię Konserwatywną zamierza głosować 36 proc. wyborców, na rządzącą Partię Pracy – 33, a na Liberalnych Demokratów – 21 proc. Nikt w Wielkiej Brytanii nie ma wątpliwości, że Liberalni Demokraci nie mają szans na zwycięstwo.
Tymczasem to właśnie kandydat tej partii Nick Clegg wypadł najlepiej podczas pierwszej z serii trzech debat telewizyjnych, które wywołują w Wielkiej Brytanii ogromne zainteresowanie. Zaplanowano je bowiem po raz pierwszy w historii. Aż 43 procent widzów uznało, że Clegg podczas pierwszej debaty, która odbyła się w Manchesterze i dotyczyła spraw wewnętrznych, był najbardziej przekonywający. Jego rywale – lider torysów David Cameron (26 proc.) i laburzystowski premier Gordon Brown (20 proc.) – ulokowali się znacznie niżej.
Widzom spodobała się wizja Clegga, który zaproponował „odświeżenie” brytyjskiej sceny politycznej zdominowanej przez konserwatystów i Partię Pracy. Obu swoich adwersarzy oskarżył o wprowadzanie opinii publicznej w błąd i ukrywanie przed nią dotkliwych cięć, jakich będzie trzeba dokonać w budżecie Wielkiej Brytanii. Oskarżył ich również o tuszowanie niedawnego skandalu z trwonieniem publicznych pieniędzy przez parlamentarzystów.
Jak podkreślili komentatorzy, Cameron i Brown, zamiast zachęcać Brytyjczyków do swojej wizji, skupili się na wzajemnych kłótniach. Szczególnie agresywny był premier, który wielokrotnie przerywał konserwatyście. Właśnie on został przez widzów oceniony najniżej.
Wynik debaty niepokoi jednak zarówno jego, jak i Camerona. Aż 65 proc. Brytyjczyków deklarowało bowiem, że obejrzy wszystkie trzy debaty. Z sondażów wynika również, że wyborcy, gdy pójdą do urn, zamierzają kierować się wynikiem telewizyjnych konfrontacji polityków. Podobno premier Gordon Brown już żałuje, że dopuścił, by w debacie wziął udział Nick Clegg.