Zaczęło się od powództwa 46-letniej mieszkanki Stuttgartu, która starała się o pracę w jednej z firm Badenii-Wirtembergii. Pracy nie dostała, a na zwróconych jej dokumentach widniała adnotacja „Ossi”. Doszła do wniosku, że przyczyną odrzucenia jej starań o posadę był fakt, że jest obywatelką dawnej NRD.
– To rażący przykład zabronionej prawem dyskryminacji z powodu pochodzenia etnicznego – orzekł adwokat i wystąpił z pozwem o odszkodowanie. Sąd pozew odrzucił, uznając, że wprawdzie mogło dojść do dyskryminacji, ale nie z przyczyn etnicznych. – Można dyskutować, czy Bawarczycy albo Szwabowie to grupy etniczne, ale nawet 40 lat wspólnych doświadczeń z czasów NRD nie pozwala zaliczyć obywateli nieistniejącego już państwa do osobnej grupy Niemców – twierdzi prawnik, prof. Wolfgang Däubler.
Rozgorzała na nowo dyskusja o, wydawałoby się, już zapomnianym podziale społeczeństwa na Ossich i Wessich po zjednoczeniu Niemiec. – Podział ten nadal istnieje i tak będzie jeszcze przez dziesięciolecia – mówi prof. Klaus Schroeder, socjolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Zbyt mocno ugruntował się przez ostatnie 20 lat stereotyp wschodniego Niemca, postrzeganego na zachodzie kraju jako wiecznie niezadowolonego, oczekującego, że wszelkie jego problemy bytowe rozwiąże państwo i który nie bardzo lubi pracować. Z kolei na wschodzie Niemiec Wessi kojarzony jest nierzadko z aroganckim biurokratą, od którego wieje chłodem i który nie ma pojęcia, jak ważną rolę odgrywają więzi międzyludzkie.
– Ossi i Wessi są sobie obcy, nic tego nie zmieni – mówi Schroeder. Oni się nie znają. Zaledwie co piąty Wessi twierdzi, że ma przyjaciół lub znajomych na wschodzie. Jedna trzecia Ossich utrzymuje osobiste kontakty z Wessimi. Przy tym 2 miliony byłych obywateli NRD przeniosły się po zjednoczeniu na zachód od Łaby w poszukiwaniu pracy. Z tych, którzy pozostali, co szósty opowiada się za odbudową muru berlińskiego (na zachodzie co czwarty). Przeciętnego zawodowo czynnego obywatela starej RFN zjednoczenie Niemiec kosztuje co miesiąc 200 – 300 euro w postaci podatku solidarnościowego i zwiększonych odpisów na cele socjalne.
Niewyobrażalna suma półtora biliona euro, jaka przepłynęła przez dwa dziesięciolecia z zachodu na wschód, nie wzbudziła u Ossich uczucia wdzięczności. Owszem, drogi są lepsze niż na zachodzie, miasta odbudowane, perony wyłożone granitem, ale nadal nie ma pracy i płace są niższe. To źródło „ostalgii”, tęsknoty za NRD. – Ostalgia jest romantycznym marzeniem za wyidealizowanym światem, który w rzeczywistości nigdy nie istniał – tłumaczy prof. Schroeder.