Rząd Theresy May zaakceptował projekt umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Decyzja zapadła w środę wieczorem, a w czwartek rano już czworo członków gabinetu podało się do dymisji. Najważniejszy z nich to Dominic Raab, minister ds. Brexitu, który sam negocjował warunki porozumienia. Ostatecznie uznał jednak, że nie może się pod nimi podpisać.

Czytaj także:

Theresa May: Nie będzie drugiego referendum

Theresa May może stracić stanowisko. Wniosek o wotum nieufności

 

Umowa jest krytykowana zarówno przez zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE, bo proponowane warunki są gorsze niż bycie w UE. Jak i przez zwolenników brexitu, bo projektowana przyszłość nie oznacza pełnego odzyskania suwerenności. Izba Gmin może je odrzucić, jednak alternatywy na razie nie widać. - Nie ma możliwości zmiany tego porozumienia. Poza tym Brytyjczycy też powinni mieć świadomość, że po stronie unijnej narasta zmęczenie i zniecierpliwienie. Trzeba mieć świadomość, że odrzucenia tego porozumienia nie oznacza, że wynegocjuje się jakieś lepsze dla Wielkiej Brytanii. Alternatywą jest brak porozumienia. Ewentualnie drugie referendum, ale nie widać specjalnie przekonania do takiego scenariusza - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Danuta Huebner, eurodeputowana należąca do specjalnego zespołu negocjatorów brexitu ze strony Parlamentu Europejskiego, który musi na końcu ratyfikować porozumienie o brexicie. - Cała krytyka porozumienia ze strony brytyjskiej bierze się stąd, że brakuje tam klarownej wizji przyszłości. Krytycy domagają się odpowiedzi na pytania, które dziś są niemożliwe do udzielenia - dodała.

Czytaj także: Dymisja ministra ds. brexitu uderzyła w funta


Najbardziej spornym punktem negocjacji było zapewnienie swobodnego handlu między Irlandią i Irlandią Północną. Ustalono, że na razie oba obszary - UE i Wielką Brytanię - połączy unia celna, nieco bardziej ścisła w wypadku Irlandii Północnej niż całej Wielkiej Brytanii. Potem może ona zostać zastąpiona przez nowe porozumienie między UE i Wielką Brytanią, ale przy założeniu że nie będzie ono pogarszać zasad handlu na irlandzkiej wyspie. Dla przedstawicieli DUP, czyli irlandzkich lojalistów w koalicji z Partią Konserwatywną, to bardzo kontrowersyjne, bo nie chcą oni dla swojego regionu żadnych odrębnych rozwiązań. Porozumienie mówi też o konieczności zachowania wspólnych standardów w dziedzinie podatkowej, społecznej, czy środowiskowej. To z kolei bardzo kontrowersyjne dla zwolenników odzyskania suwerenności w stanowieniu prawa. Wielka Brytania będzie związana z unijnymi przepisami nie mając na nie wpływu. Ale z kolei dla niektórych państw UE to ciągle za mało, bo ich zdaniem obiecanie Brytyjczykom dostępu do rynku wewnętrznego musi się wiązać z większymi koncesjami z ich strony.

Polski rząd zadowolony jest z treści umowy. - To porozumienie jest sukcesem zespołów negocjacyjnych UE i Wielką Brytanią. Obie strony potrzebują takich rozwiązań. Oczekiwania Premiera Morawieckiego, by podchodzić do tego procesu kreatywnie zostały zrealizowane na tym etapie, ale pozostają tym bardziej aktualne przy pracy nad deklaracją polityczną - skomentował dla “Rzeczpospolitej” Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich. - Jednak najważniejszą stawką tego procesu politycznego jest ustalenie nowych ambitnych reguł współpracy między Wielką Brytanią a UE - tak gospodarczych, jak i politycznych, także w obszarze bezpieczeństwa. Dlatego mamy oczekiwania wobec deklaracji politycznej w sprawie nowych relacji, nad którą właśnie zaczynamy prace i wewnętrzne negocjacje w gronie UE-27 - dodał.

Zdaniem Danuty Huebner umowa jest kompromisem, który odpowiada na obawy Wielkiej Brytanii. Londyn nie chciał odrębnych uregulowań dla Irlandii Północnej. - A my unikamy ryzyka, że przestaniemy realizować obietnice złożone Irlandii - powiedziała. Zwróciła uwagę n zapis umożliwiający wydłużenie okresu przejściowego, który na razie jest zapisany na czas od 29 maja 2019 roku, czyli daty brexitu, do końca 2020 roku.— Wydłużenie okresu przejściowego może nastąpić tylko wtedy, gdy zobaczymy, że negocjacje są zaawansowane, i że nowe porozumienie jest blisko. Stąd termin lipca 2019 roku na decyzję na ten temat. Nie ma jeszcze szczegółów, ale sądzę, że to wydłużenie powinno być ograniczone w czasie do okresu między 3 miesiące a 12 miesięcy - oczekuje eurodeputowana. Według niej najbardziej prawdopodobnym modelem współpracy będzie nie unia celna, gdzie nie ma żadnych ceł. Ale umowa o wolnym handlu, gdzie celem jest zniesienie ceł, ale jakieś jednak istnieją.

Porozumienie ma być zatwierdzone przez przywódców UE na specjalnie zwołanym szczycie 25 listopada - Mam nadzieję, że ze strony państw członkowskich nie pojawią się jakieś postulaty zmian przed szczytem 25 listopada. Jest kwestia bardziej szczegółowych uregulowań dotyczących równych warunków konkurencji. I bardzo drażliwa kwestia ryb. Ważna nie tylko dla krajów, które tam łowią. Ale też dla Polski, gdzie zlokalizowany jest przemysł przetwórczy - uważa Huebner.

Dla Polski Wielka Brytania nie jest głównym partnerem handlowym, są kraje, które mają tam poważniejsze interesy. Jednak każda zmiana wpłynie na nasze przedsiębiorstwa, szczególnie te małe i średnie. - Przedsiębiorcy nie powinni dać się uśpić okresowi przejściowemu. Trzeba już teraz przygotować się na zmiany. Podniesienie cła od zera do nawet tylko 4 proc. można oznaczać, że biznes przestaje być opłacalny dla małej lub średniej firmy - wyjaśnia eurodeputowana.