Do incydentu, który może jeszcze pogorszyć stosunki białorusko- rosyjskie, doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. Sylwetki atakujących zarejestrowały kamery monitorujące teren ambasady. Napastnicy rzucili przez płot trzy butelki z łatwopalnym płynem.
Jedna z nich rozbiła tylną szybę zaparkowanej na terenie ambasady służbowej mazdy. Samochód spłonął, na szczęście ogień nie przeniósł się na budynek i nikt z personelu rosyjskiej placówki nie ucierpiał. We wtorek atak na ambasadę był jednym z głównych tematów w rosyjskich i białoruskich mediach. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji wystosowało do władz w Mińsku notę, w której oceniło incydent jako „oburzający”. Białoruskie MSZ też wyraziło „zaniepokojenie i oburzenie” z powodu nocnego incydentu, nazywając go „wybrykiem chuligańskim, skierowanym przeciwko zdrowemu rozsądkowi i stosunkom białorusko-rosyjskim”.
Chuligańskie motywy ataku na ambasadę podają jednak w wątpliwość komentatorzy zarówno na Białorusi, jak i w Rosji. Szef rządowego pisma „Biełaruskaja Dumka” Wadim Gigin oświadczył, że za incydentem mogą stać służby specjalne Moskwy, „określonym siłom w Rosji bowiem na rękę jest nasilanie napięcia w stosunkach z Białorusią”. Szef wydziału politycznego rządzącej partii Jedna Rosja Aleksiej Czadajew oznajmił z kolei, że o planowanym ataku na ambasadę musiały wiedzieć służby białoruskie.
– A to, że nie podjęły kroków zapobiegawczych, jest dla kierownictwa Rosji i dla nas wszystkich sygnałem, którego nie można zignorować – oświadczył Czadajew.
[i]—Andrzej Pisalnik z Grodna[/i]