Sobotni marsz ulicami Genui był kulminacyjnym punktem trwających cały lipiec obchodów pod hasłem Genua 2001 – 2011. Z tej okazji wydano zbiór poezji i opowiadań poświęconych Carlowi „Chłopiec na zawsze" i książkę „Rebeliant z Genui".
W pochodzie, na którego czele szli rodzice Carla, niesiono wielkie portrety młodego człowieka, flagi z sierpem i młotem, szturmówki ultralewicowych związków zawodowych FIOM i transparenty z hasłami, z których wynikało, że oddał życie w walce o lepsze Włochy i lepszy świat. Tak mówili o nim lewicowi burmistrzowie Mediolanu i Neapolu, Giuliano Pisapia i Luigi de Magistris, oraz goszczący w Genui gubernator Apulii z kolczykiem w uchu, zdeklarowany gej Nichi Vendola, założyciel i szef coraz popularniejszej partii Lewica, Ekologia, Wolność.
Prawda sprzed dziesięciu lat jest bardziej prozaiczna. Z okazji szczytu G8 w Genui światowy zjazd urządzili sobie antyglobaliści. Równocześnie zjechali do miasta anarchiści z całej Europy i wydali bitwę policji broniącej dostępu do portu, gdzie obradowali przywódcy. Zamieszki trwały kilka dni. Było kilkuset rannych. Centrum miasta zostało zdewastowane.
23-letni Carlo Giuliani wówczas nie uczył się ani nie pracował. Był notowany z powodu drobnych kradzieży i używania narkotyków. Feralnego 20 lipca 2001 roku zaatakowany przez demonstrantów policyjny land rover utknął na niewielkim placyku. Na zdjęciu wykonanym przez brytyjskiego fotoreportera widać, jak Carlo w kominiarce usiłuje ugodzić policjanta w samochodzie gaśnicą, a ktoś inny z boku wybija szybę deską. Wtedy padł strzał.
Moralnie odpowiedzialni za tę śmierć organizatorzy zamieszek natychmiast zrobili z Carla męczennika antyglobalistycznej sprawy, a w 2006 roku partia zreformowanych komunistów wciągnęła matkę chłopca na swoje listy i wprowadziła do Senatu, by imieniem Carla Giulianiego nazwać salę swego klubu parlamentarnego. Nakręcono o nim kilka filmów, poświęcono mu kilka pieśni.